niedziela, 15 lipca 2012

Safirowe umilacze!

Hej hej! Dziś ledwo się wyrobiłam żeby tutaj wpaść, złapała mnie wena na.. sprzątanie :-). Przejrzałam stare notatki, książki, wyrzuciłam co niepotrzebne, poukładałam i mogę powiedzieć, że jestem z siebie zadowolona! Tak więc jak to bywa po intensywnym dniu.. czas na relaks, a tutaj doskonale spisują się dwa kosmetyki Safiry, których używam po każdym wieczornym prysznicu ;).

Na początek weźmy pod lupę chłodzący żel do ciała BLUE ICE.
 Wygląda wielgaśnie, a to wszystko przez formę opakowania- standardowe opakowanie kremu. Jest to dość wygodne, jednak osoby z dłuższymi paznokciami będą niezadowolone z wydobywania (żel wchodzi pod paznokcie). W takiej oto formie dostajemy 300ml produktu.
 Opakowanie jest przezroczyste, dzięki temu dokładnie widać zużycie. Ponadto pod solidną nakrętką możemy zauważyć dodatkową osłonkę, która ochrania przed wylaniem i innymi niemile widzianymi inwazjami ;).
 Żel ma przeeepiękny niebieski kolor, akurat to mój ulubiony! Na ciele jednak jest półprzezroczysty.Konsystencja to taka rzadka galaretka, a zapach jest bardzo charakterystyczny. Z góry uprzedzam, że wielu może on odrzucić, bo jest intensywny. Jak dla mnie jest IDENTYCZNY jak zapach maści grzejącej WICK! Nie wiem, czy kojarzycie, ale to jest moje pierwsze i jedyne skojarzenie, w każdym bądź razie ja tę woń uwielbiam :).
 Kosmetyk jest wydajny, choć to zależy też od intensywności używania. Wchłania się całkiem szybko, ale to właściwie nie jest dla mnie takie ważne, bo aplikuję zawsze na wieczór ;).
Oto założenia i obietnice producenta oraz skład:
 Muszę przyznać, że na początku zgłupiałam i nie do końca wiedziałam "z czym to się je".. I wyobraźcie sobie jak się czułam kiedy pewnego zimnego wieczoru (to był początek czerwca) zastosowałam żel na całe nogi.. Tragedia! Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, ubieranie się przynosiło odwrotny skutek, było mi zimno jak na Syberii! Trzęsłam się cała i powiedziałam- nigdy więcej.. Teraz śmieję się sama z siebie :). Żel odłożyłam i nie używałam przez ok. 2 tygodnie, a następnie postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę i zastosować go z głową- w mniejszej ilości, zgodnie z przeznaczeniem. I od tamtej pory używam non stop, codziennie po wieczornym prysznicu! U mnie zawsze najbardziej "zmęczone" są nogi, w szczególności stopy i tam żel ma u mnie zastosowanie. Biorę niewielką ilość, nakładam na stopy i delikatnie masuję. Super uczucie! Tak jak obiecuje producent- z zewnątrz chłodzi, wewnątrz grzeje choć nie wiem jak to możliwe, ale odczuwalne jest jedno i drugie :). Takie uczucia towarzyszą nam przez dłuższy czas, potem można poczytać książkę, pooglądać film, a czujemy jak wybrana część ciała relaksuje się, rozluźnia, "wypoczywa"..
 Cena katalogowa: 24,90zł/300ml

Produkt naprawdę godzien uwagi, może cena nie jest super niska, ale myślę, że warto. Uwielbiam używać żelu wieczorem na stopy dla odprężenia i relaksu, naprawdę przyjemna sprawa! Szkoda, że z dostępnością jest kiepsko, jak dla mnie zostaje tylko zakup przez internet.


Kolejnym "przyjemniaczkiem" (jak sama nazwa wskazuje) jest relaksujący krem do pielęgnacji i masażu THAIMASSAGE.
 Opakowanie w tym przypadku jest porządne, plastikowe, nieprześwitujące (jednak otwierając możemy zobaczyć zużycie). Mieści się w nim 100ml produktu. Tak samo jak w żelu chłodzącym wydobywanie jest łatwe, ale osoby z długimi paznokciami mogą narzekać.
 Tutaj również zauważymy osłonkę zabezpieczającą.
 Przejdźmy do konkretów. Jak widać nasz krem ma białą barwę, konsystencja to tak jakby zastygnięty wosk, który jednak pod wpływem ciepła dłoni mięknie i bez problemu da się wydobyć. Kosmetyk jest bardzo tłusty! Ale to konieczne przy tego typu produktach. Zapach jest podobny jak w żelu chłodzącym tyle, że delikatniejszy, przyjemniejszy dla niektórych.
 Oto założenia i obietnice producenta a także skład:
Co mogę więcej powiedzieć? Krem jest "konkretny" i treściwy, trzeba go jednak nakładać sporo aby pełnił swoje funkcje. Z drugiej strony masażu nie robi się codziennie, więc mała wydajność aż tak nie przeszkadza ;). Gdybym jednak używała go dzień w dzień to spokojnie zużyłabym cały w 2, maksymalnie 3 tygodnie.
Jako, że nie dorobiłam się jeszcze prywatnego masażysty musiałam radzić sobie sama :). Stosowałam na calutkie nogi, krem rzeczywiście daje genialny poślizg i jest idealny do masażu! Tak jak już napisałam ja masowałam się sama, ale gdy robi to ktoś inny na pewno wrażenia są jeszcze lepsze. Skóra po użyciu jest gładziutka, miękka i porządnie nawilżona. Czego więcej potrzeba? Po takim masażu jeszcze przez dłuższy czas czuć delikatne grzanie, relaks i rozluźnienie. Jestem na tak!
Cena katalogowa: 14,90zł/100ml

Myślę, że cena nie jest wysoka i jeśli tylko lubicie masaże i macie kogoś kto Wam taki masaż wykona to naprawdę polecam ten kremik! :) Jedyną jego wadą jest to, że gdy przez nieuwagę wydostanie się na zewnątrz opakowania to potem przygotujcie się na to, że będzie.. tłusto. Niedogodnością jest też mała dostępność oraz dla niektórych wydajność.

Zapraszam też zainteresowanych  na stronę internetową oraz facebook'owy fanpage Safiry!


***

PRZYPOMINAM, ŻE NADAL MOŻNA ZGŁASZAĆ SIĘ DO MOJEGO ROZDANIA!!

45 komentarzy:

  1. ja bym sie chyba zdecydowala (jesli juz) to na krem :D moj mezczyzna zapewne by go wykorzystal haha:) tylko nie lubie, jak wszystko jest tlusteeeeee:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiłaś mnie tym drugim wynalazkiem :D

    OdpowiedzUsuń
  3. no też prawda:D ale ja jestem na tyle zdolna, że całe mieszkanie miałabym tłuste hahaha :P aaaaaah, chyba, że tak:D musze poszukac:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja to co chwilę zmieniam kolor :D A u mnie to same tak ogromne stoiska, że nie mogę tam dłuzej przebywać, bo najchętniej wszystko bym wykupiła :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie używałam tego żelu. Jednak może kiedyś będę miała okazję go wypróbować. :)
    Pozdrawiam. !

    OdpowiedzUsuń
  6. Na kogoś musi pójść ;P

    Taaa... tamten miałam na poprzednim blogu na Onecie, więc taki trochę nieświeży był ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie słyszałam o niej, ale na pewno zajrzę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lublin :D Faktycznie raj, ale piekło dla portfela, zwłaszcza, że dużo dziewczyn mówi, że ma u siebie te lakiery w cenach 2zł-2,50zł, a u mnie zawsze po 4 były :< Teraz jakaś okazja, że wszystkie po 3 były no to nie mogłam odpuścić :D

    OdpowiedzUsuń
  9. A Ty z ciekawości skąd jesteś ;>?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo! Na mylogu też byłam! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ...dopóki się nie rozwalił. A wiesz, że teraz Onet się naprawia? Zajrzyj: http://onetblog.blog.onet.pl/R-ewolucja-w-blogach,2,ID479032988,n - ciekawa jestem, co im z tego wyjdzie ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. O proszę, mylisz się! :D Siostra mojego TŻ mieszka w Stalowej i kiedyś minimum dwa razy w miesiącu byłam w Stalowej i w Tesco byłam i nawet tam sukienkę na jego studniówkę kupiłam :D Więc bardzo dobrze wiem gdzie to jest :) Pociągiem zawsze jeździliśmy i w sumie nie jest tak daleko, na weekend można pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A no :) W sumie wcześniej też tam bywałam, bo babcia mojej kuzynki też ze stalowej, więc co nieco związana jestem z tym miejscem :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Też mile wspominam Onet :) I nawet nadal trzymam swojego starego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Trudno nie pamiętać, skoro adres miałam taki sam. Tylko, że z końcówką "blog.onet.pl" ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj, Lublin wcale nie lepszy, wydawałoby się, że takie miasto rozwinięte, ale w gruncie rzeczy to też takie zadupie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. O proszę, rocznik 94 ;>? Ja też kocham swój Lublin i mimo tego, że mnóstwo tu uczelni to marzę o Wrocławiu, ale też nie mam pojęcia jakie studia wybrać...

    OdpowiedzUsuń
  18. Również 94 :D Ja jestem na mat-infie, ale nie mam ochoty na jakąś przyszłość matematyczną, a jeszcze bardziej informatyczną, ogólnie to umysł mam humanistyczny, ale lubię np. fizykę, haha, ciężko mnie ogarnąć, chciałabym coś związanego z reklamą, no i przychodzi marketing, ale po nim jest podobno najwięcej bezrobotnych więc też raczej podziękuję -.-

    OdpowiedzUsuń
  19. Haha, u mnie to kochana wychowawczyni nam takich ludzi załatwia na godziny wychowawcze, w efekcie końcowym więcej z tego śmiechu niż jakiegokolwiek pożytku, nie wiem na jakiej oni zasadzie pracują, serio... A ja chciałam połączyć swoje pasje jakoś, czyli grafikę, fotografię, no i pasowałaby mi ta reklama, ale jak mam siedzieć i nic nie robić po tych studiach no to bez sensu marnować swój czas...

    OdpowiedzUsuń
  20. kochana dziekuje!!:D
    uwielbiam woń maści grzejącej ale nie pamietam jak sie ona nazywała mimo to jak mama smarowała mnie nią jak byłam mała, jakie to miłe było i jak pieknie pachniało:D;d;d;d

    OdpowiedzUsuń
  21. O kurcze, no to faktycznie nie mały problem! :) No nic, powodzenia, obyś trafiła tam, gdzie będziesz zadowolona, trzymam kciuuuki! :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Miałam kiedyś ten żel chłodzący do ciała, i był jak dla mnie fantastyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie, wczesniej mi sie nie kruszyla :P

    Usmialam sie z Twojej pogody z chlodzacym zelem :) nie ma to jak w zimny dzien, jeszcze sie doprawic :D
    ja nie lubie uczucia chlodzenia :(

    co do drugiego- musze dac mojemu masazyscie, bo glownie stosuje oliwke dla dzieci i olej migdalowy :P

    OdpowiedzUsuń
  24. I jak, sprawdza się jakoś ta mąka ziemniaczana czy jeszcze jej nie próbowałaś ?;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie chciało mi się za dużo wymyślać ;P

    OdpowiedzUsuń
  26. nie znam żadnego, ale to drugie wydaje się całkiem fajne!:))

    OdpowiedzUsuń
  27. Noooo umilanie jak sie patrzy! Zachecaja!; )

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten chłodzący żel jest świetny, a zapach mi nie przeszkadza :D Twój post przypomniał mi, że muszę sobie kupić kolejny słoiczek :*

    Obserwuję i mam nadzieję, że odwzajemnisz :)
    www.galaxyunicorn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. a ten pierwszy to mógłby być świetny i fajny ma kolor;D
    dziękuję;*

    OdpowiedzUsuń
  30. Też musiałabym uporządkować swój pokój^^

    OdpowiedzUsuń
  31. ja jestem strasznym leniem i nie uzywalabym takich produktow :<

    OdpowiedzUsuń
  32. ten chłodzący żel brzmi interesująco :) + ta konsystencja i kolor! *.* ale ja jestem takim leniem, że nie wiem, czy chciałoby mi się poświęcić choćby tą krótką chwilę, żeby się "pomasować" :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Zaciekawił mnie ten chłodzący żel do ciała.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie miałam kremów z tej firmy ;d

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie słyszałam nigdy o tej firmie :)

    OdpowiedzUsuń
  36. nie slyszalam o tej firmie :P ale ten zal musi byc fajny szczegolnie latem:P

    OdpowiedzUsuń
  37. Safira, Safira współpracujesz z nimi czy po prostu masowe zakupy ;)?

    OdpowiedzUsuń
  38. Ten krem do masażu bardziej by mi się przydał ;) Nie używałam jeszcze kosmetyków z Safiry ;))

    U mnie recenzja podkładów mineralnych Anabelle Minerals :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Świetne recenzje, jeszcze nie używałam kosmetyków z Safiry, muszę je wypróbować :)
    Dodałam cię do obserwowanych ;>

    xoxo

    OdpowiedzUsuń