sobota, 21 kwietnia 2012

jasny beż (?) na twarzy?

Cześć Dziewczyny, jak weekend? Miałam napisać do Was wczoraj, ale po kosmetyczce byłam tak wymęczona jakbym conajmniej przekopała wielkie pole (choć nigdy tego nie robiłam!).. Te, które chodzą na zabieg oczyszczania twarzy zrozumieją moją mękę, kiedy leżałam 3 GODZINY (pierwszy raz tak długo) napięta, spięta, z zaciśniętymi pięściami i oczami, bo omówmy się- zabieg do najprzyjemniejszych nie należy (raczej przypomina tortury). W każdym bądź razie teraz jestem opuchnięta i wyglądam okropnie, aż mi żal samej siebie :).
U mnie niestety deszczowo.. Właściwie mi to odpowiada, bo teraz zbytnio się ludziom nie pokazuję, ale od poniedziałku już musi być lepiej!
Dostałam dziś paczkę z USA, wzbogaciłam się o nowe ciuchy, jakiś miły akcent! Chyba każda ucieszyłaby się na taką niespodziankę:). Niestety nie wszystko jest na mnie dobre, więc część oddaję siostrze koleżanki.
Oraz jeszcze jedna niespodzianka- udało mi się wygrać zestaw kosmetyków Match Perfection (podkład w płynie i w żelu, puder, korektor, bronzer i róż) na fanpage'u Rimmel Polska:). Cieszę się niezmiernie, bo mój pomysł na kreatywne wydanie 30zł został wyróżniony jako jeden z sześciu z mnóstwa zgłoszeń! Także można powiedzieć, że jestem z siebie dumna:)

Trochę się rozpisałam, ale tyle tego, bo potem się nie opanuję. Dziś dla Was recenzja podkładu z Maybelline, który.. a właściwie to zaraz się dowiecie;)



PODKŁAD MINERAL POWER, MAYBELLINE
Jest to kolejny kosmetyk z drogerii Manieczka. Miałam z nim małe/duże problemy, ale o tym później, narazie skupię się na opakowaniu. 
Jest to mała buteleczka mieszcząca 30ml produktu. Otwieramy poprzez odkręcenie. Wbrew pozorom opakowanie nie jest przezroczyste- ten karmelek to nie kolor podkładu :-).
Dużym plusem jest filtr SPF15, jednak jeśli chodzi o wydobywanie produktu to zaczynają się schody. Nie żeby wydobycie było problemem, ale po pierwszym użyciu podkład wypływa sam z siebie (postawiony pionowo), co prawda nie wylewa się całkiem, ale bardzo brudzi nakrętkę.
Zapach jest wg mnie przyjemny, taki.. pudrowy?
 Wybrałam odcień "light beige", czyli teoretycznie jasny beż. Odcień "mniej więcej" możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Jest bardzo żółty z małą domieszką pomarańczy, taki jasny karmel. Na zdjęciu, które obrazuje roztarty podkład można zobaczyć, że na dłoni prezentuje się całkiem nieźle. Jednak na mojej twarzy już nie jest tak dobrze. Odznacza się, jestem po prostu żółta- źle dobrany odcień. Takim oto sposobem użyłam kilka razy, po czym oddałam koleżance.
Kosmetyk nie jest ciężki, nie zapycha, raczej nie robi maski (chyba, że się nie rozetrze dokładnie), jednak po użyciu czułam, że mam coś na twarzy. To niezbyt dobrze. Kryje jako-tako, czyli bezproblemowo poradzi sobie z malutkimi krostkami, zaczerwieniami, wyrówna koloryt cery, ale jeśli ktoś boryka sięz większymi problemami to korektor będzie niezbędny.
Konsystencję ma średnią- ni to gęste, ni rzadkie. Wydaje mi się, że akurat;). Trzyma się na buzi w "pełnej okazałości" (tj ma właściwości jak po nałożeniu) ok. 8h. Po użyciu konieczne jest zastosowanie pudru dla zmatowienia.
Kosmetyk jest wydajny.
Cena w drogerii internetowej Manieczka: 14,90zł/30ml - cena niewielka, jednak w zwykłej drogerii jest drożej


piątek, 13 kwietnia 2012

o ostrożnym błyszczyku..

Hej Dziewczyny! Mam nadzieję, że się trzymacie, bo mnie dopadło wstrętne choróbsko.. Co prawda już prawie się wyleczyłam, ale 3 dni leżałam i grzałam się. Lato, przybądź! ;)



BŁYSZCZYK SHINE SEDUCTION
Dziś mowa o błyszczyku, który został wprowadzony na rynek bardzo dawno i, o ile mi wiadomo, nie jest już dostępny w szafach Maybelline. Można go kupić na Allegro lub w drogeriach internetowych takich jak http://manieczka.pl/.
Kosmetyk posiada bardzo eleganckie opakowanie, które zdecydowanie jest jego plusem.
Posiadam nr 130- CANDY DESIRE. Jest to słodki, lekko przezroczysty odcień różu z maleńkimi drobinkami.
Sposób wydobywania produktu (jak pewnie pamiętacie z reklam) jest dość nietypowy- kręcimy dolną częścią opakowania, a błyszczyk wydostaje się przez dziurki w plastikowym, przezroczystym aplikatorze. Za pierwszym razem jest to dość dziwne, ale to kwestia przyzwyczajenia ;). Wiele dziewczyn narzeka, że nie da się wydobyć odpowiedniej ilości. Cóż, ja nie mam z tym problemu.. Jedno, dwa przekręcenia i to wystarcza na całe usta.
Konsystencja nie jest zbyt gęsta, ale w kontakcie włosy-pomalowane usta może być dość.. lepko i klejąco. Niektóre dziewczyny może to zrazić.
Bardzo lubię używać tego błyszczyku rano, przed wyjściem gdziekolwiek. Dlaczego? Ponieważ nakłada się szybko i bezproblemowo. Z opakowania nie ma szans się nic wylać, można spokojnie nosić w każdej torebce. 
Z początku bałam się, że kolor na ustach będzie zbyt.. różowy, słodki. Nic bardziej mylnego! Jest bardzo subtelnie i (co najważniejsze) drobinki nie są nachalne. Nie lubię przesadnego błysku i ten produkt spełnia moje wymagania. 
Nie jest to kosmetyk idealny z tego względu, że trzyma się na moich ustach (bez jedzenia i picia) max. 2 godziny. To taka górna granica. Natomiast to "słodkie pragnienie" można na pewno polubić za wydajność, delikatność, wygodę używania, elegancki wygląd, czy cenę. W moim odczuciu błyszczyk również delikatnie optycznie powiększa usta.
Cena w drogerii internetowej Manieczka7,90zł - cena naprawdę niska

wtorek, 10 kwietnia 2012

Tusz "prawie idealny"..

Cześć! Przepraszam, trochę mnie tu nie było, planowałam pisać do Was więcej podczas przerwy świątecznej, ale.. okazało się, że nie mam dostępu do laptopa. Odzyskałam go dopiero wczoraj kiedy zbierałam się na osiemnastkę koleżanki, później odsypiałam i dziś przychodzę już z recenzją ;-). Jeszcze dziś napiszę jedną lub dwie recenzje, które dodam w tym tygodniu.



PULSE PERFECTION VIBRATING MASCARA, MAYBELLINE
Tusz dostałam w ramach współpracy z drogerią internetową http://manieczka.pl/.
Wybrałam go, ponieważ zaciekawił mnie pewien "bajer"- mascara posiada wibrującą szczoteczkę. Ale o tych właściwościach napiszę później.
Opakowanie jest plastikowe, solidne, czarne ze złotymi napisami. Wizualnie bardzo mi się podoba, prosto, a z klasą. Napisy się nie ścierają.
Z tyłu mamy instrukcję obsługi. Aby móc korzystać z funkcji wibracji należy odkleić złotą naklejkę (w ten sposób odblokowujemy przycisk).
Opakowanie mieści w sobie 6,5ml produktu. Mój kolor to Blackest Black, czyli po prostu głęboka czerń. 
Na zdjęciu poniżej widzimy naklejkę, którą należy odkleić i przycisk, po którego przyciśnięciu uruchamia się wibracja szczoteczki.
Szczoteczka jest silikonowa, dość cienka, leciutko rozszerza się przy końcu. Trochę się jej obawiałam, ale jest naprawdę boska dla moich krótkich i cieniutkich rzęs ;). Bardzo dobrze się nię operuje, nabiera odpowiednią ilość tuszu (nie ma go w nadmiarze), nie brudzi, dociera do wszystkich rzęs, BARDZO DOBRZE rozdziela! Rzęsy nie sklejają się i myślę, że w 80% jest to zasługa tej szczoteczki, uwielbiam ją.
Jak dla mnie tusz jest świetny, jak narazie mój ulubiony (lepszy od Colossal Volum Express również od Maybelline)! Wspominałam już o tym, że mam cieniutkie i krótkie rzęsy (gdy nie są pomalowane prawie ich nie widać) oraz że mascara świetnie je rozdziela i nie skleja. To jeden z największych plusów. Maluje się szybko, jest naprawdę czarna, nie blaknie na oku. Szybko zasycha, nie miałam problemów z odbijaniem się na powiece. Jaki jest efekt? Lekko pogrubione i sporo wydłużone rzęsy! Na co dzień sprawdza się rewelacyjnie, bo wystarczy przejechać kilka razy i gotowe. Na większe wyjścia też się nada, choć spektakularnego efektu nie osiągniemy tym kosmetykiem (chyba, że ktoś ma grubsze i ciut dłuższe rzęsy ode mnie, wtedy zdecydowanie TAK, da się wyczarować super rzeczy). 
Chciałam jeszcze wspomnieć o wibracji, ponieważ to ona mnie zaciekawiła w mascarze. Cóż, jak dla mnie to tylko bajer, różnica jest minimalna: przy używaniu wibracji rzęsy są trochę bardziej pogrubione. To wszystko!
Tusz byłby moim ideałem gdyby nie jedna kwestia.. Wszystko jest pięknie, ładnie, ale kiedy pomaluję się o godzinie 7 rano, o 17 zaczyna się osypywać, a ok. godziny 20 większości kosmetyku już nie ma na oku, wszystko znajduje się.. wokół oka w postaci okruchów. Tylko to mi się nie podoba. 
Na zdjęciach poniżej widać jaki mascara daje efekt. Jest naprawdę niezły, prawda?
PO LEWEJ- jedna warstwa
PIERWSZE ZDJĘCIE PO PRAWEJ- niepomalowane rzęsy
POZOSTAŁE ZDJĘCIA PO PRAWEJ- dwie warstwy
Cena w drogerii internetowej Manieczka: 17,90zł/6,5ml - myślę, że za tą cenę naprawdę warto wypróbować!