środa, 31 października 2012

płyn do demakijażu 2w1Garnier

Cześć! Uff, nareszcie długi weekend.. Mogę trochę złapać oddech :). Co prawda nauki mam duuuużo, ale przynajmniej nie muszę się zrywać z samego rana. Jestem mega zmęczona, dlatego szybki post dla Was, zobaczę co nowego w blogsferze i do łóżka! Muszę przyznać, że wizyta u fryzjera była świetnym pomysłem. Włosy mi się nareszcie jakoś układają!
Jakie macie plany na długi weekend? Ja jutro oczywiście odwiedzę groby, później wpadnę do rodziny. W piątek muszę nareszcie kupić płaszcz na zimę, czapkę, komin. W sobotę wybiorę się do sh, może w końcu znajdę ciepłe, długie swetry! Oby :).
Jutro raczej się tu nic nowego nie pojawi, będę myślała o czymś innym. A teraz nie przedłużając..


Jakiś czas temu poczułam się skuszona dobrymi recenzjami youtube'owiczek do kupna kosmetyku, jakim jest płyn do demakijażu 2w1 firmy Garnier. Czy jestem z niego tak samo zadowolona?
Opakowanie jest przezroczyste, więc widać zużycie. Mieści 200ml produktu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie.. wydobywanie! To jest rzecz, która denerwuje mnie najbardziej. Nieważne w jaki sposób bym nachylała- i tak zawsze coś się bokiem wyleje :\.
Płyn jest dwufazowy co widać na zdjęciu poniżej. Warstwy łatwo się ze sobą mieszają, ale też dość szybko się "rozłączają".
Jest dość wydajny, wystarcza na ok. 2 miesiące codziennego stosowania.
Obietnice i założenia producenta oraz skład:
Jak się płyn spisuje? Powiem Wam, że bardzo przyzwoicie :). Polubiłam się z nim, pachnie bardzo delikatnie, prawie nic nie czuć. Świetnie radzi sobie zarówno z demakijażem twarzy jak i oczu. W żaden sposób nie podrażnia, nawet gdy dostanie się do środka oka nie czuję pieczenia czy szczypania. Na skórze pozostawia cieniutką, tłustawą powłokę. Nie używam kosmetyków wodoodpornych, więc.. Albo inaczej- nie posiadam kosmetyków wodoodpornych, które naprawdę byłyby wodoodporne (if you know what i mean) :P. Więc nie wiem jak produkt poradzi sobie z ich zmywaniem.
Cena: ok. 14,00zł/200ml

Dostępny praktycznie w każdej drogerii.


wtorek, 30 października 2012

bubel wśród podkładów- Rimmel Match Perfection

Dobry wieczór!
Nareszcie wybrałam się do fryzjera.. pocieniowałam całe włosy, żeby wyrównać grzywkę (której już nie ma, hehe), obcięłam końcówki i mam wrażenie, że teraz moje włosy są strasznie krótkie. Ale to przez cieniowanie, w każdym bądź razie- do studniówki odrosną!
Wyjątkowo jestem wyrobiona i planuję iść wcześniej spać, żeby pospać dłużej niż 4h.. Strasznie bolą mnie oczy, muszę je mrużyć, nie potrafię skupić ich na jednym punkcie- myślicie, że to zmęczenie czy powinnam wybrać się do okulisty? Dodam, że nie mam problemu z niedowidzeniem.
No nic, do rzeczy!

Dziś o podkładzie Match Perfection firmy Rimmel. Jak się pewnie domyślacie po tytule- nie mam o nim zbyt dobrej opinii ;).
Opakowanie jest szklane (jedni to lubią, inni nie- mi to naprawdę obojętne), widać zużycie. Mieści 30ml produktu. 
Dodatkowo buteleczka wyposażona jest w higieniczną i wygodną pompkę. Spójrzmy na założenia i obietnice producenta:
Posiadam najjaśniejszy odcień- Ivory. O ile po wakacjach był OK, to na sezon zimowy jest za ciemny. Bladolice raczej nie znajdą nic dla siebie.. Pachnie ładnie, delikatnie. Konsystencja jest bardzo lejąca.
Podkład powinien idealnie wtapiać się w skórę- czy tak jest? Nie do końca. Nakładany palcami bardzo łatwo tworzy maskę na twarzy, dlatego ja aplikowałam go pędzlem flat top Hakuro H50S. Wtedy po rozsmarowaniu jest nieźle, ale nadal odcina się od reszty ciała. W dodatku bardzo smuży i podkreśla suche skórki. Ma więcej tonów różowych niż żółtych, co osobiście nie pasuje do mojej cery. Do krycia się nie przyczepię, bo jest dobre jak na taką konsystencję- zakrywa małe krostki i wiekszość zaczerwienień. Jednak na pewno nie nadaje się do cery tłustej! Od razu po aplikacji okropnie się świeci, bez pudru ani rusz, dodatkowo ciemnieje po jakimś czasie. Wiem, że nie jest to podkład matujący, ale żebym musiała używać pudru co 1,5h? Przesada..
Brudzi ubrania i wszystko co w zasięgu ręki (przepraszam, twarzy!), mam wrażenie jakbym miała na buzi jakieś tłuste masło.. Łatwo schodzi z twarzy, ale gdy jej nie dotykamy potrafi wytrzymać ok. 7h, nieźle. Wystarcza na ok. 3 miesiące codziennego używania.
Nie uczulił mnie ani nie podrażnił.
Cena: ok. 25,00zł/30ml

Dostępny w większości drogerii.

niedziela, 28 października 2012

niekosmetycznie- biustonosze samonośne Julimex

Hej! Jestem i dziś :). Nauczona, no prawie.. Ale resztę zostawiam na jutrzejsze przedpołudnie, bo i tak muszę zaprowadzić siostrę do szkoły i umyć włosy. Staram się zachować dobry humor, kilka zwykłych, ludzkich gestów może uczynić nas szczęśliwymi.. Ostatnio ciągle tego doświadczam! :D Pogoda nam niestety nie sprzyja, od wczoraj jest tak okropnie, że nawet z psem nie chce mi się wychodzić.. Zresztą nawet moja psina najchętniej by tylko spała, nie chce się księżniczce łapek moczyć!


Dziś tak jak wskazuje tytuł- niekosmetycznie. Jakiś czas temu nawiązałam współpracę z firmą Julimex, która specjalizuje się w produkcji dodatków gorseciarskich i krawieckich. Wybrałam 3 biustonosze samonośne, gratis dostałam firmowy notesik i długopis:
Ktoś może zapytać po co właściwie mi te biustonosze? Jak wiecie lub nie jestem w klasie maturalnej, a co się z tym wiąże- za kilka miesięcy czeka mnie studniówka. Sukienkę uszyje znajoma krawcowa, a akurat wymyśliłam sobie całe odkryte plecy. Teraz pewnie rozumiecie, że nie mogę założyć zwykłego biustonosza i potrzebuję samonośnego. Czy te trzy konkretne spełniły moje oczekiwania?

Pewnie nie wszystkie z Was wiedzą "z czym to się je". Wszystkie trzy modele mają ten sam sposób zakładania. Wszystko opisane jest na zdjęciu poniżej.
Wydaje się całkiem proste, prawda? Ale niekoniecznie musi takie być :). Przynajmniej ja musiałam się nauczyć poprawnie zakładać, a i teraz mam czasem problemy. Ale o tym później!

Zacznę od silikonowego biustonosza samonośnego, oto informacje na temat jego konserwacji:
Biustonosz przemywałam już kilkakrotnie (robi się to szybko i łatwo) i nic złego się nie dzieje- klej nie schodzi, sam produkt się nie niszczy.

Chcesz czuć się swobodnie z odkrytymi ramionami podczas przyjęcia, ślubu czy studniówki? Ten biustonosz - to najlepsze rozwiązanie do strojów wieczorowych. Jeśli natomiast cenisz sobie swobodę i komfort noszenia letnich, zwiewnych kreacji - to także produkt dla Ciebie! Biustonosz nie posiada ramiączek ani zapięć na plecach, jest zapinany z przodu. Bardzo wygodny w użyciu. Ładnie kształtuje i modeluje biust. Miseczki biustonosza są pokryte specjalnym klejem medycznym, dzięki któremu biustonosz doskonale trzyma się na piersiach.
Posiadam rozmiar C, bo taki też zazwyczaj noszę. Na stronie firmy nie ma żadnych przybliżeń jak dany rozmiar jest duży i co się okazało? Ten konkretny model jest za mały.. No niestety. Tak czy siak postanowiłam go wypróbować. Widok z przodu i z tyłu:
I zbliżenie na miseczkę. Folijka przylega do kleju, po każdym umyciu i wyschnięciu przyklejam ją z powrotem:
Zapięcie jest plastikowe i łatwe w obsłudze, póki co nie uległo żadnemu zniszczeniu:
Kilka pierwszych prób aplikacji skończyło się niepowodzeniem, to był mój pierwszy raz z biustonoszami samonośnymi. Zazwyczaj przyklejałam krzywo, nie w tym miejscu lub zbyt krótko przytrzymywałam. Jednak później szło już lepiej :). Po nałożeniu w pełni zgodnym z instrukcją biustonosz trzyma się dobrze, o dziwo! Mimo za małego rozmiaru, prób wyginania się i skakania trzymał się na miejscu. Miałam dziwne uczucie, że zaraz się odklei, ale to nie nastąpiło. W luźnych bluzkach nie wygląda dobrze, sam nie podnosi piersi, a raczej ja spłaszcza. Jednak do obcisłych ciuchów, kreacji będzie się dobrze spisywał i wyglądał naturalnie. Piersi w nim nie pocą się, przy ściąganiu odkleja się łatwo, a klej nie zostaje na skórze.
Cena na stronie Julimex: 37,00zł


 Kolejne dwa biustonosze nie są już silikonowe.
Jeden z nich jest cały czarny, na zewnątrz materiałowy, wewnątrz posiada specjalny klej.
Biustonosz samonośny obszyty materiałem. Biustonosz nie posiada ramiączek ani zapięć na plecach, jest zapinany z przodu. Bardzo wygodny w użyciu. Ładnie kształtuje i modeluje biust. Miseczki biustonosza są pokryte specjalnym klejem medycznym, dzięki któremu biustonosz doskonale trzyma się na piersiach. Chcesz czuć się swobodnie z odkrytymi ramionami podczas przyjęcia, ślubu czy studniówki? Ten biustonosz - to najlepsze rozwiązanie do strojów wieczorowych. Jeśli natomiast cenisz sobie swobodę i komfort noszenia letnich, zwiewnych kreacji - to także produkt dla Ciebie!
Zapięcie jest również mocne i wygodne.
Tutaj mimo rozmiaru C jest lepiej. Co prawda mam wrażenie, że biustonosz mógłby być trochę większy, ale nie odczuwam tego tak jak przy wersji silikonowej.
Cena na stronie Julimex: 34,00zł

Drugi ma kolorystykę srebrno-czarną z koronką.
Biustonosz samonośny obszyty materiałem. Biustonosz nie posiada ramiączek ani zapięć na plecach, jest zapinany z przodu. Bardzo wygodny w użyciu. Ładnie kształtuje i modeluje biust. Miseczki biustonosza są pokryte specjalnym klejem medycznym, dzięki któremu biustonosz doskonale trzyma się na piersiach. Chcesz czuć się swobodnie z odkrytymi ramionami podczas przyjęcia, ślubu czy studniówki? Ten biustonosz - to najlepsze rozwiązanie do strojów wieczorowych. Jeśli natomiast cenisz sobie swobodę i komfort noszenia letnich, zwiewnych kreacji - to także produkt dla Ciebie!
Jest śliczny! Tutaj dodatkowo w środku są otwory zapewniające dopływ powietrza. Zapięcie też wygodne i mocne.
Z rozmiarem jest tak samo jak w przypadku poprzednika. 
Cena na stronie Julimex: 7,60zł

Nie mam pojęcia dlaczego ostatni biustonosz jest taki taniutki w porównaniu do pozostałych, bo właściwości ma te same. Dwóch ostatnich nie opisywałam, ponieważ sprawują się identycznie jak silikonowy
Z czarnego lub czarno-srebrnego na 100% skorzystam na studniówce z konieczności :). Nadadzą się też do innych kreacji bez pleców, jednak na pewno nie są przeznaczone do codziennego noszenia. Mimo wszystko trochę dziwnie się w nich czuję, także będą używane od czasu do czasu!

sobota, 27 października 2012

pianka czy żel- oto jest pytanie

Cześć! No niestety, starałam się jeszcze bardziej, a wyszło gorzej, a mówię o 3+ z biologii. No, ale trudno :). To mnie tylko motywuje. Miałam napisać do Was wczoraj, ale padłam kompletnie i zasnęłam zaraz po 21! Bardzo dziwne jak na mnie, ale przynajmniej się wyspałam i dziś mam zamiar zrobić to samo zaraz po ogarnięciu bloga i krótkiej nauce. Doszłam do wniosku, że w czasie weekendu będę pisać kilka postów i publikować je w czasie tygodnia, wtedy będę miała czas na wszystko. Brzmi jak plan idealny- zobaczymy jak wyjdzie w praktyce ;).
Mam pytanie, poszukuję PILNIE cieplutkiego, jednokolorowego płaszcza na zimę! Długość- za tyłek, byle nie dłuższy. Może któraś z Was może mi coś polecić? Moim ideałem był ten, ale w kolorze brązowym: klik! Niestety sięga do kolan, co mi się nie podoba.. Bardzo podobny, ale krótszy znalazłam w Takko, ale kompletnie nie nadaje się na zimę. POMOCY!


A tymczasem chciałam podzielić się z Wami opinią o dwóch wspomagaczach golenia firmy Venus. Pierwszy z nich to żel do golenia z ekstraktem z aloesu.
Firma Venus jest Wam pewnie znana właśnie z produktów do golenia i to w niskich cenach :). Ten konkretny ma schludne, wygodne opakowanie mieszczące 200ml. Jest po prostu ładne!
Żel wydobywamy przez otwory widoczne na zdjęciu poniżej- wystarczy nacisnąć i kosmetyk wygodnie wypływa.
Kolor jest jasnozielony, jednak po rozsmarowaniu żel zamienia się w białą pianę, która dobrze przylega do skóry- za to plus. A co z zapachem? Wiem, że gusta są rożne, ale dla mnie ten kosmetyk pachnie cudnie! Nienachalnie, delikatnie, ale jednak przyjemnie.
Żel daje dość dobry poślizg maszynce, uprzyjemnia golenie zapachem. Ja do golenia preferuję właśnie żele i nie zawiodłam się, fajnie się z tym konkretnym współpracuje choć nie został moim KWC.
Jeśli chodzi o mnie to do ogolenia całych nóg + bikini potrzebowałam dość dużo produktu, przez co zużyłam go szybko. Plus za dość dobrą ochronę skóry- u mnie zawsze występują podrażnienia, raz większe, raz mniejsze. Tutaj akurat podrażnień miałam mniej, żel mnie nie uczulił.
Sugerowana cena detaliczna: 10,99zł/200ml


Kolejnym produktem jest pianka do golenia dla Pań o zapachu melona również firmy Venus.
Tu opakowanie jest ciut inne- wyprofilowane, ale również mocne. Nie podoba mi się tak jak opakowanie żelu, ale zostawmy to :). Mieści 200ml produktu.
Tutaj również wydobywamy produkt przez specjalne otwory, wystarczy przycisnąć. Jednak po wydobyciu jeszcze przez chwilę mała ilość niestety wylatuje.. Oczywiście z moim pechem buteleczka spadła mi i ta górna część urwała się.. :(. Przez co mam utrudnioną aplikację, ale założyłam i jakoś daję radę! :)
Pianka pachnie ładnie, nawet muszę przyznać, że przypomina melon! Jednak zapach szybko znika. Kolor biały, standardowo.
Kosmetyk również ułatwia poślizg maszynki, ale w tym przypadku mam już więcej podrażnień- nie chroni tak dobrze jak żel. Dodatkowo nie chce się dobrze "przyczepić" do skóry, mam wrażenie, że lekko się wchłania i dopiero druga warstwa daje odpowiednie pokrycie.
Pianki potrzebuję również sporo do jednorazowego golenia całych nóg+bikini. Jeszcze mi się nie skończyła, póki co używam od 3 tygodni (2x w tygodniu).
Cena: ok. 7,00zl/200ml (nie znalazłam dokładnej ceny, ale z tego co pamiętam ze sklepu to jest mniej więcej taka)


Zapraszam Was też na facebook'a Venus :).

sobota, 20 października 2012

pół na pół- prywatnie i kosmetycznie

Hej hej! Uff, ciężki tydzień za mną.. Biologia poszła średnio mimo dobrych odczuć i nauki.. -4 to teoretycznie dobrze, ale otarłam się o 3 a to wcale mnie nie satysfakcjonuje przy rozszerzeniu i wysiłku jaki w to wkładam. Dlatego ten weekend poświęcony również biologii, bo kolejny sprawdzian we wtorek, a cały poniedziałek jestem poza domem. Muszę się przyłożyć max!
A co poza tym u mnie? Hmm, chyba dobrze :). Choć nawet nie mam na nic czasu- ciągle nauka, w wolnym czasie relaks z muzyką i jeszcze zaglądanie tutaj.. A właśnie! Jeśli chodzi muzykę to czego lubicie słuchać? Bo jeśli chodzi o mnie to bezapelacyjnie zwycięża rap :). Potrafi pobudzić, zmobilizować, uspokoić i naprowadzić na dobrą drogę. Mogłabym wymieniać wieeeeeelu wspaniałych polskich raperów, ale zamiast tego zostawiam Was z kilkoma kawałkami, które uwielbiam. Jest ich oczywiście o wiele więcej, ale ten post musiałby być wtedy nieskończony :P. Jaram się!


A teraz przejdźmy do części kosmetycznej :). Jako, że będzie już coraz zimniej, trzeba zadbać o skórę naszych dłoni. U mnie krem do rąk to absolutny must have, szczególnie podczas jesieni i zimy. Wtedy moje dłonie robią się szorstkie i suche. Zapobiegam temu jak mogę, a oto jeden z moich pomocników- krem do rąk glicerynowo aloesowy Anida.
Opakowanie to zwykła tubka mieszcząca 100ml. Właściwie wygląda trochę tandetnie i nie zwróciłaby mojej uwagi na półce w sklepie.
Opakowanie jest standardowo odkręcane, a krem wydobywa się przez niewielki otwór. Mimo moich obaw robi się to bardzo wygodnie nawet, gdy kosmetyk się kończy.
Krem nie należy do tych gęstych, ale też nie jest lejący. Kolor biały co widać na zdjęciach, a pachnie cudnie! Niby nic szczególnego, jak dla mnie delikatna woń aloesu, ale baardzo przyjemnie się wącha.
Wchłania się błyskawicznie i pozostawia cieniutką warstewkę ochronną, ale taką, która nie powoduje ślizgania się rąk (np. przy pisaniu długopisem), to raczej uczucie dobrego nawilżenia i gładkości.
Jeśli chodzi o działanie- uwielbiam. Nie wiem jak spisze się przy mega suchej i zniszczonej skórze dłoni, ale ja pokochałam ten krem ;). Bardzo dobrze nawilża, ochrania, regeneruje i wygładza. Nie mam mu nic do zarzucenia, jest też wydajny. Spełnia moje oczekiwania w 100% i to najlepszy przykład na to, że nie należy oceniać książki po okładce! :-)
Niestety ceny nie znam, bo kilka tych kremów mój Tata dostał w pracy, a w sklepie jakoś nawet ich nie widziałam i nie wiem nawet gdzie mogę kupić następne opakowanie.. :(. Ale to raczej tańsza firma.

wtorek, 16 października 2012

ostry róż na ustach od Marizy, czyli o tym, że pozory mylą

Wrr, okropny, ponury tydzień! Pełen pracy już od weekendu.. Ale dałam radę dziś na teście z biologii, mam dobre przeczucia :). Byle do czwartku, w piątek będzie już luźniej. Trzymajcie kciuki!

Dziś chciałam Wam zaprezentować mój ostatni kosmetyk od przemiłej konsultantki Pani Agnieszki- błyszczyk do ust Glamour Line Mariza.
Kosmetyk ma klasyczne, standardowe, proste opakowanie wykonane z mocnego plastiku i mieszczące 8ml produktu. Jest poręczne, porządnie zakręcane i nie ma opcji, żeby samoistnie się otworzyło.
Aplikator to leciutko wygięta gąbeczka- wygodna, wydobywa odpowiednią ilość kosmetyku, na pewno plusem jest łatwość w nakładaniu (nie potrzebuję do tego lusterka nawet, gdy się spieszę).
Dostępnych jest 8 odcieni, ja posiadam nr 22, który wydaje się być rażącym, intensywnym różem.. Na początku mnie to trochę przeraziło, jeśli mam być szczera :). W końcu należę do osób, które lubią naturalność na ustach, wolę mieć mocniej podkreślone oczy. Ale ale.. nie dajcie się zwieść pozorom. Efekt można stopniować i nakładając dwie warstwy nadal jest bardzo delikatnie! 
Konsystencja jest dla mnie w sam raz- nie za rzadka, nie za gęsta. Błyszczyk nie jest klejący czy "glutowaty", przyjemnie się go nosi. Pachnie cuuudnie jak dla mnie- owocowo, nie wyczuwam chemii!
Błyszczyk jest totalnie bezdrobinkowy- to lubię! Mimo to nabłyszcza i rozświetla usta. Nie wysusza. Daje naprawdę piękny efekt, bardzo w moim stylu:
Jest wydajny, jak to bywa z błyszczykami. Jedynym minusem jest dla mnie bardzo przeciętna trwałość- trzyma się ok. 2h bez jedzenia i picia.
Błyszczyk jest tani jak barszcz, dostępny u konsultantek Marizy. Bardzo się z nim polubiłam!


Z wszystkich Marizowych skarbów najbardziej jestem zadowolona z pudru (absolutny hit), błyszczyka, eyelinera i bazy pod makijaż (czyli prawie wszystkiego..). Najgorszej jakości wg mnie jest pędzel do pudru, ale generalnie sama firma to dla mnie ogromnie pozytywne zaskoczenie! Myślę, że w przyszłości skuszę się na zakup kilku rzeczy.

TUTAJ możecie obejrzeć najnowszy katalog. Co Wam wpadło w oko? Mi przede wszystkim lakiery do paznokci, potrójne matowe i pojedyncze satynowe cienie, tusz do rzęs i peeling solny. Ceny zachęcają.. ;).

Buziaki!!

piątek, 12 października 2012

Mariza w kolejnej odsłonie- matująca baza pod makijaż i wodoodporny eyeliner w pisaku

Witam Was w ten, nie ukrywajmy, zimny wieczór! Wypiłam kawę na podwyższenie mojego mega niskiego ciśnienia, poleżałam pod kocem ucząc się z biologii, ale postanowiłam dziś wziąć się za bloga :). Przed Wami  dwa kosmetyki, które testowałam dość długo, a szczególnie bazę- używam jej tylko na specjalne okazje, więc musiało minąć trochę czasu zanim wyrobiłam sobie o niej opinię. Jak się zapewnie domyślacie po tytule posta są to produkty z Marizy, które pochodzą od konsultantki Pani Agnieszki ;). Pierwszy z nich to matująca baza pod makijaż cera tłusta i mieszana Mariza.
Opakowanie jest malutkie, eleganckie i wygodne, mieści 15ml produktu. Jest też dość ciężkie jak na takie gabaryty a to dlatego, że buteleczka jest wykonana ze szkła. Z jednej strony dodaje to elegancji, a z drugiej zawsze jest ryzyko stłuczenia.. Choć mi się to nie przytrafiło (mimo bliskiego spotkania opakowania z podłogą), bo szkło jest mocne. Jednak lepiej uważać!
Opakowanie jest też wyposażone w bardzo wygodną i higieniczną pompkę- za to ogromny plus! Pompka jest plastikowa, nie zacina się i dozuje tylko tyle produktu ile sobie zażyczymy, nie ma "niekontrolowanych wypływów" :).
Baza sama w sobie jest przezroczysta, gęsta i posiada bardzo delikatny, aczkolwiek super przyjemny zapach! Rozsmarowuje się bardzo łatwo, sunie po skórze a sama aplikacja jest bardzo przyjemna (choć na początku było to dziwne uczucie)- jakbym dotykała dłońmi jakiś śliski, mięciutki materiał ;-). Nie pozostawia na twarzy żadnego koloru, jest całkowicie niewidoczna. Pierwsze zdjęcie- kropelka bazy, drugie- produkt rozsmarowany na dłoni.
Spójrzmy na obietnice i założenia producenta oraz skład:
Jak widać pełno tu parabenów, ale to w końcu baza pod podkład. Absolutnie nie polecam stosowania codziennie, ponieważ w takim wypadku będzie zapychać (choć pewnie nie wszystkich), na pewno może przyczynić się do pogorszenia stanu cery a już szczególnie takiej jak mojej (tłustej, trądzikowej).
Natomiast raz na jakiś czas sprawdza się rewelacyjnie. Baza jest bardzo wydajna, choć z pewnością moje okazyjne używanie się do tego przyczynia. Uwielbiam ją stosować na różne imprezy. Ułatwia rozprowadzanie podkładu i nawet gdy wybiorę się do klubu (gdzie wiadomo jest gorąco, pełno ludzi) to spełnia swoje zadanie w 100%- przede wszystkim MATUJE, nie potrzebuję żadnych poprawek w ciągu nocy, ewentualnie jedną. Poza tym nawet mój podkład żelowy Match Perfection z Rimmela (który normalnie wytrzymuje na buźce max. 6h) trzyma się na miejscu całą noc. Dobrze współpracuje z różnymi podkładami- Lirene, Under Twenty, Rimmel płynny i żelowy.
Myślę, że w tej cenie warto nabyć. Jestem w 100% zadowolona z bazy i cieszę się, że Pani Agnieszka dołożyła mi ją gratisowo :-). To właściwie moja pierwsza baza pod makijaż, a już zostałam tak miło zaskoczona. Tak jak pisałam wcześniej- na co dzień nie (i bez tego moja twarz ostatnio jest pobojowiskiem), ale na szczególne okazje wielkie TAK!


Drugim kosmetykiem jest wodoodporny eyeliner do oczu Mariza.
Jest to liner w pisaku. Ma klasyczne, proste opakowanie. Nie zachwyca wyglądem, taki sobie zwyklaczek ;).
Końcówka jest dobrze wyprofilowana, jest trochę mniejszych gabarytów niż recenzowany już przeze mnie inny eyeliner w pisaku Ingrid (RECENZJA), a sam czubek nie jest do końca sztywny.
Eyeliner jest bardzo wygodny w użyciu i sięgam po niego, gdy spieszę się i chcę mieć pewność, że kreska wyjdzie mi perfekcyjnie. Na pewno będzie idealny dla początkujących. Można nim zrobić różnej grubości kreskę- przykład poniżej.
Chwilkę trzeba poczekać aż zaschnie, ma piękną, głęboką czerń. Wszystko super i właściwie mam tylko jedno zastrzeżenie- niestety nie jest w 100% wodoodporny :(. Zawsze dzielnie się broni, ale na imprezie gdy bardzo się pocę przypadkowe dotknięcie rozmazuje lekko kreskę. Ubolewam nad tym, ale trudno. Poniżej efekt na oku:
Eyeliner dostępny jest w 5 odcieniach (mój jest czarny).
Jedynym minusem jak dla mnie jest to, że w ekstremalnych sytuacjach potrafi się rozmazać i muszę się pilnować. Poza tym naprawdę go lubię, bo jest wygodny, banalnie łatwy w aplikacji i ma piękny kolor :).


P.S.: Mam jeszcze małą informację- jeśli jesteście chętne do kupna okularów Firmoo, po prawej stronie u mnie znajduje się banner, który Was przekieruje na stronę :). Jak już wspominałam- pierwsza para jest za darmo, płacimy tylko koszty przesyłki!