poniedziałek, 17 czerwca 2013

o łagodząco-matującym toniku z Under Twenty

Cześć!
Ale mnie wczoraj komary pogryzły w stopy.. Dlaczego zawsze ja muszę je przyciągać? :( Ale chyba trzeba przywyknąć, bo nareszcie lato w pełni! Jutro skorzystam trochę z tego:)

A tymczasem przychodzę do Was z recenzją produktu, który powoli "wykańczam", choć to jeszcze trochę potrwa:). Mowa o toniku łagodząco-matującym przeciw rozszerzonym porom z serii Anti Acne firmy Under Twenty (Dr Irena Eris).
Opakowanie jest plastikowe i solidne, szata graficzna jest ładna, standardowa dla serii Anti Acne. Buteleczka jest półprzezroczysta (więc możemy kontrolować zużycie) i mieści w sobie 200ml kosmetyku. Zamknięcie jest szczelne, płyn nie ma szans wylać się przez przypadek. Produkt wydobywamy przez mały otwór, ja nie miałam z tym problemu i zawsze wylewam odpowiednią ilość ;).
Tonik jest bezbarwną cieczą, a zapach ma delikatny, charakterystyczny dla całej serii.

Założenia i obietnice producenta oraz skład:
A co mogę powiedzieć o działaniu? Na początku wspomnę, że mam cerę tłustą z tendencją do powstawania zaskórników, krostek itp. Od toniku stosowanego rano oczekuję przede wszystkim odświeżenia, łagodzenia i przygotowania skóry do użycia kremu. Te trzy podstawowe kryteria spełnia prezentowany produkt Under Twenty. Dlatego polubiłam go:). Doczyszcza dodatkowo skórę, pozostawia miłe uczucie świeżości. Nie jest agresywny, nie uczulił mnie, nie podrażnił, nie zapchał. W moim przypadku nie zapobiega powstawaniu nowych niedoskonałości i nie matuje, na moją cerę taki tonik to za mało, ale nawet na to nie liczyłam, od tego mam inne produkty ;). Za to zauważyłam, że pod koniec dnia niektóre krostki są przyschnięte, więc kosmetyk na pewno nie szkodzi, a ma delikatny wpływ na poprawę stanu cery (ale też nie oczekujmy nie wiadomo czego, to tylko tonik). Nie zauważyłam zwężenia porów.
Jest bardzo wydajny, używam go codziennie rano od końca grudnia i obecnie została mi jeszcze ok. 1/5 opakowania.
Podsumowując- naprawdę bardzo fajny, łagodny tonik! Polubiliśmy się, choć nie pobił mojego ulubieńca jakim jest tonik nawilżająco-oczyszczający z Lirene:).
Cena w sklepie internetowym Under Twenty: 13,50zł/200ml (obecnie w promocji za 10,80zł)

Do nabycia w drogeriach, sklepach internetowych.

niedziela, 16 czerwca 2013

o zielonym korektorze firmy Lambre

Hej!
Przez weekend trochę się nareszcie oderwałam od rutyny:). Dziś jeszcze czeka mnie ciekawy wieczór z  osobami, których dawno nie widziałam! A póki co zauważyłam, że ostatnio u mnie sama pielęgnacja.. Dlatego dziś coś z kosmetyków kolorowych.

Oto korektor Mineral Cover Stick firmy Lambre.
Jak sama mówi jest to korektor w sztyfcie. Opakowanie jest minimalistyczne, korektor wydobywamy "wykręcając" go, nic się tu nie zacina. Wszystko wydaje się być solidnie wykonane.
Korektor dostępny jest w trzech odcieniach: 01- naturalny, 02- beżowy i 03- zielony. Ja posiadam ten trzeci, który jest przeznaczony do zakrywania różnego rodzaju zaczerwienień. Na skórze prezentuje się następująco:
3 korektory w sztyfcie z minerałami Mineral cover stick, które służą do tuszowania niedoskonałości skóry, takich jak plamy pigmentowe, piegi i trądzik.
Korektory zawierają kompleks mineralny Sepitonic™ M3 (Mg+Cu+Zn), który chroni przed wpływem środowiska zewnętrznego, doskonale zwalcza oznaki zmęczenia i nadaje skórze świeżości i naturalnego odcienia. Kombinacja cynku, miedzi i magnezu przyśpiesza metabolizm i zwiększa witalność, chroniąc skórę przed wpływem wolnych rodników w miejscach naniesienia korektora.
Dzięki kremowej konsystencji korektory łatwo się nanoszą i rozprowadzają bez smug.
Wygodny kształt ułatwia nanoszenie, które staje się przyjemniejsze, a co najważniejsze korektor jest o wiele bardziej higieniczny i wydajny.
Przygotowaliśmy trzy odcienie korektorów. Zielony wspaniale maskuje zaczerwienienia, natomiast pozostałe dwa, różniące się natężeniem koloru, są przeznaczone do delikatnego maskowania niedoskonałości skóry.
Korektory LAMBRE idealnie kryją, nie zatykają porów skóry, nie rozmazują się, utrzymując się przez większość doby.
Używam go od jakiegoś czasu, lecz nie codziennie. A dlaczego? Próbowałam różnie go aplikować- bezpośrednio na zaczerwienienia, palcem, pędzelkiem. Samo nakładanie jest w porządku, ale chwilkę trzeba poświęcić, żeby korektor ładnie wpracować, zamazać kontury. A ja mam bardzo dużo takich zaczerwienionych miejsc, śladów po trądziku. Dlatego właśnie nakładam go tylko na większe wyjścia, rano nie mam zbytnio na to czasu;). Używam go pod podkład, obawiałam się trochę tego zielonego koloru, ale okazuje się, że nie przebija się przez żaden z używanych przeze mnie podkładów (m.in. Revlon CS, Manhattan powder mat make up, Ingrid silk&lift, Maybelline affinitone 24h). Bardzo ładnie ukrywa zaczerwienienia, których jak wspominałam mam mnóstwo. Nie robi tego idealnie, ale nadal efekt mnie zadowala ;). Trzyma się dość długo, zazwyczaj schodzi razem z podkładem. Jest to mój pierwszy korektor zielony, nie podbił mojego serca w 100%, ale muszę przyznać, że taka forma lepiej radzi sobie z zaczerwienieniami niż korektory beżowe.
Cena w sklepie internetowym Lambre: 19,90zł

czwartek, 13 czerwca 2013

o delikatnym peelingu myjącym Under Twenty

Cześć!
Ale ten czas leci.. Niby nic nie robię, ale codzienne obowiązki zajmują mi większość czasu, dziś jeszcze kolejne wykłady ;). Zaczyna mnie powoli przytłaczać ta rutyna, tęsknię za wyjściem do ludzi, jakimś zajęciem, żeby zwyczajnie mi się chciało.. Mam nadzieję, że od lipca będzie lepiej!

A póki co kilka słów o produkcie jakim jest peeling myjący przeciw zaskórnikom z serii ANTI ACNE firmy Under Twenty (Dr Irena Eris).
Opakowanie to plastikowa, przezroczysta tubka mieszcząca 150ml kosmetyku. Z łatwością możemy kontrolować zużycie. Zamknięcie jest szczelne, nic się nie wylewa ani nie otwiera przez przypadek. Wydobycie przez otwór jest łatwe i wygodne, bez problemu możemy uzyskać pożądaną ilość produktu.
Sam peeling jest jasnoniebieski, a na zdjęciu poniżej możecie zaobserwować już ciemniejsze drobinki peelingujące, są naprawdę maleńkie! Na pewno nie będą z tego kosmetyku zadowolone osoby lubiące gruboziarniste, mocne "ścieracze". Zapach jest delikatny, typowy dla tej serii i nie utrzymuje się na skórze. Konsystencja raczej rzadka, ale też nie lejąca, więc na twarzy rozprowadza się bez problemu.
Założenia i obietnice producenta oraz skład:
Kosmetyku używam od końca grudnia regularnie, 2x w tygodniu (producent zaleca 2-3x) i póki co została mi jeszcze 1/4 opakowania! Więc na pewno jest bardzo wydajny.
Przyjemnie się go używa, choć z początku nie mogłam się przyzwyczaić. Od zawsze uwielbiałam mocne peelingi (co jest generalnie niezalecane do mojego typu cery), bo przy nich rzeczywiście czuć złuszczanie naskórka, oczyszczenie. W przypadku tego produktu uczucie to nie jest to aż tak duże (chodzi mi o doznania w trakcie wmasowywania), jednak dużym zaskoczeniem był dla mnie efekt PO. Skóra jest wyraźnie gładsza i mięciutka w dotyku. Wszelkie suche skórki są usunięte, tak samo niektóre niedoskonałości. Nie zauważyłam jednak zmatowienia, w moim przypadku kosmetyk nie przeciwdziała również powstawaniu nowych zaskórników. Generalnie, polecam ten peeling wszystkim osobom z cerą tłustą, trądzikową, wrażliwą (!!), ponieważ jest naprawdę bardzo delikatny, drobinek prawie nie czuć, a bardzo przyzwoicie oczyszcza :). Nie uczulił mnie ani nie zapchał. Ulubieńcem w swojej kategorii nie został, ale bardzo się polubiliśmy ;).
Cena w sklepie internetowym: 14,99zł/150ml (obecnie w promocji za 11,99zł)

wtorek, 11 czerwca 2013

recenzje gościnne kremów do twarzy Lirene

Hej hej!
Jak pewnie widzicie po tytule, dziś recenzje gościnne :). Pierwsze dwa kremy testowała mama Dżasty, kolejne dwa moja mama. Chciałabym Wam przedstawić krótko ich zdanie.. Wszystkie 4 kremy są polskiej firmy Lirene (Dr Irena Eris).

Na początek kremy z serii Aqua Cristal, których zadaniem jest przede wszystkim dogłębne nawilżenie. przedstawiam Wam krem intensywnie nawilżający na dzień i noc oraz krem nawilżająco-przeciwrodnikowy na dzień SPF 10.
Opakowania są identyczne, różnią się jedynie szatą graficzną. Szczelnie zakręcany, plastikowy słoiczek jest bardzo wygodną opcją, choć osobiście wolę higieniczne pompki (zależy co kto lubi). Kremy posiadają dodatkowe zabezpieczenie w środku (folia).
W środku też wyglądają identycznie- kolor bardzo jasnomiętowy (mi kojarzy się z pastą do zębów :D), konsystencja lekka, lecz równocześnie kremy są dość treściwe. Pachną delikatnie, a zapach nie utrzymuje się na skórze. Rozsmarowują się dobrze i wchłaniają szybko, nie można tutaj nic zarzucić.
Kremy były używane codziennie- jeden na dzień, jeden na noc, aby się uzupełniać i dogłębnie nawilżyć skórę twarzy. Jak się okazało, taki duet bardzo dobrze się sprawdził. Przede wszystkim skóra jest bardzo dobrze nawilżona i nie jest to efekt krótkotrwały. Wszelkie małe szorstkości zostały zlikwidowane. Skóra wygląda zdrowo, jest miękka, miła w dotyku. Kremy chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Pani, która testowała nie uczuliły ani nie zapchały. Jednak krem nawilżająco-przeciwrodnikowy ma na trzecim miejscu parafinę, która nie wszystkim może pasować. Podsumowując, mama Dżasty była bardzo zadowolona z kremów :).
Warto zaznaczyć, że są one odpowiednie dla osób w każdym wieku.
Cena w sklepie internetowym Lirene: 16,99zł/50ml


Kolejne dwa produkty to nawilżająco-regenerujący krem do twarzy i na szyję na dzień SPF 5 oraz aktywny krem przeciwzmarszczkowy na noc z serii Folacyna proTELOMER 30+.
Również tu opakowania różnią się tylko szatą graficzną. Są to plastikowe słoiczki, zabezpieczone dodatkową folią w środku. Jak wspominałam, ja wolę pompki, ale mojej mamie pasuje taki sposób wydobywania.
W środku jak widzicie też identyczne! Trudno rozróżnić, trzeba popatrzeć na napisy, bo inaczej ciężko :). Kremy są białe, mają leciutką konsystencję, wygodnie się je rozsmarowuje, przyjemnie używa. Zapach jest delikatny, nie powinien nikomu przeszkadzać, moja mama bardzo lubi kremy do twarzy Lirene właśnie za taką delikatność, Ona jest bardzo czuła na ostre/mdłe zapachy :).
Mama stosuje (aż do teraz, choć ten na dzień już jej się kończy) kremy codziennie, zgodnie z przeznaczeniem. Ma już ponad 40 lat, ale zero zmarszczek (jedynie małe mimiczne).. Jak ona to robi?! Obym to po niej odziedziczyła:). W każdym bądź razie jest bardzo bardzo zadowolona. Jeszcze do niedawna używała do twarzy zwykłego kremu Nivea lub.. po prostu nic;). Od jakiegoś czasu używa ogólnie tylko Lirene. Skóra jest dobrze nawilżona, wygładzona, miękka i miła w dotyku. Kremy chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. W przeciwzmarszczkowe działanie nigdy nie wierzę, ale jak wspominałam- moja Mama nie ma z tym większych problemów:).
Cena w sklepie internetowym Lirene: 23,99zł/50ml

piątek, 7 czerwca 2013

kremowy post, czyli dbamy o skórę dłoni z Lirene

Hej!
Dziś był pierwszy dzień kiedy pokazałam się normalnie ludziom, nałożyłam trochę makijażu po wtorkowym zabiegu u kosmetyczki :D. Także wróciła mi chęć do życia tym bardziej, że dzisiaj nareszcie nie padało! Wybrałam się na wykłady, bo tak jak postanowiłam zaczęłam prawo jazdy. Jutro trochę się rozerwę a tymczasem przychodzę do Was z recenzjami dwóch kremów do rąk firmy Lirene (Dr Irena Eris).

Na pierwszy ogień idzie krem do rąk REGENERACJA, kuracja do rąk.
Opakowanie to zwykła, czerwona tubka mieszcząca 100ml produktu. Zamknięcie jest solidne, a charakterystyczne dla Lirene wgłębienie bardzo ułatwia otwieranie, fajna sprawa! Z wydobywaniem nie ma problemów, jedynie pod koniec trzeba przeciąć opakowanie. Przez otwór wyciskamy pożądaną ilość kosmetyku.
Sam krem jest biały i dość treściwy, ale nie przesadnie gęsty. Pachnie bardzo delikatnie, a zapach nie utrzymuje się na skórze. Rozsmarowuje się łatwo i wchłania szybko. Czas wchłaniania był tu szczególnie ważny, ponieważ krem podarowałam tacie i to właśnie On większość czasu go testował, a jest niezbyt cierpliwy do takich spraw :).
Założenia i obietnice producenta oraz skład:
Tata używał kremu w zimie, często i w sporych ilościach (dlatego średnia wydajność), ponieważ miał wtedy popękaną skórę dłoni, a wiadomo mrozy jeszcze tylko pogłębiały ten stan. Jak widać miał duże wymagania. Był zadowolony z nawilżenia, wygładzenia i ochrony dłoni, ale produkt okazał się trochę za słaby. Obecnie kremik jest na wykończeniu, znalazłam go, bo tata przestał używać po jakimś czasie ;). Używam go ja i bardzo sobie chwalę. Dla skóry bez większych problemów i przesuszenia będzie idealny- dobrze pielęgnuje, nawilża, łagodzi i wygładza, przyjemnie się go używa. Jednak dużego przesuszenia nie zlikwiduje.
Cena: ok. 8,00zł/100ml


Kolejnym produktem jest cytrynowy krem do rąk WYGŁADZENIE.
I znowu mamy do czynienia ze standardową tubką, ta jednak przyciąga wzrok swoim seledynowym kolorem! Mieści mniej, bo 75ml produktu. Tutaj również znajdziemy solidne zamknięcie i wygodne, charakterystyczne wgłębienie, a z wydobyciem nie ma najmniejszego problemu (jedynie pod koniec trzeba przeciąć tubkę).
Krem jest biały i zdecydowanie rzadszy od poprzednika, ma bardzo lekką konsystencję. Przez to miałam wrażenie, że będzie się długo wchłaniał, ale nic bardziej mylnego! Ze wszystkich wypróbowanych przeze mnie kremów do rąk Lirene (a było ich 4 lub 5) ten wchłania się najszybciej- błyskawicznie! Miłe zaskoczenie, nie pozostawia "śliskich rąk". Obawiałam się również chemicznego zapachu, dotychczas miałam niemiłe doświadczenia z cytrynowymi kremami. I tu kolejne zaskoczenie, zapach nie jest wcale chemiczny! Krem pachnie naprawdę cudownie, choć nadal delikatnie i na skórze utrzymuje się tylko krótką chwilę.
Spójrzmy na założenia i obietnice producenta oraz skład:
Przejdźmy do efektów.. Już kilka razy wspominałam Wam, że kremów do rąk używam ja i wszystkie moje koleżanki :). Od ponad miesiąca mam wakacje, ale ten produkt stosowałam jeszcze wcześniej. I muszę Wam powiedzieć, że całe szanowne "grono" było bardzo, bardzo, bardzo zadowolone! Nawet jedna przyjaciółka nabyła ten sam krem, wszystkim nam pasował :). Dla mnie to najlepszy tego typu produkt od Lirene. Świetnie nawilża, stosowanie to sama przyjemność. Wygładza, pozostawia skórę miękką, miłą w dotyku. Chroni przed szkodliwymi działaniami środowiska, np. mrozem. Na pewno do niego wrócę!
Cena w sklepie internetowym Lirene: 5,99zł/75ml


Myślę, że oba kremy są godne polecenia, jednak krem cytrynowy wbrew początkowym obawom skradł moje serce :). Można je nabyć praktycznie w każdej drogerii.


P.S: Post został napisany w całości wczoraj, więc wstęp jest trochę nieaktualny.. Mówią, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca- prawda! Pochwaliłam ładną pogodę, a dosłownie 2min przed publikacją posta odcięto mi internet.. -.-

poniedziałek, 3 czerwca 2013

denkujemy- kwiecień/maj!

Cześć!
Z racji tego, że w maju prawie mnie tu nie było, nie zrobiłam podsumowania zużyć. Kolekcjonowałam dalej i teraz chciałabym Wam przedstawić myślę, że dość liczne zużycia kwietnia i maja! :)
A po kolei:
1. Pantene szampon do włosów Aqua Light- średni szampon, cudów nie ma, ale dość lubię szampony Pantene, więc będę po nie sięgać, nie mam wymagających włosów. Czy kupię ponownie: tak
2. Babydream szampon do włosów- bardzo dobry do mycia pędzli, lubię go używać do tego celu. Czy kupię ponownie: tak
3. Isana odżywka w sprayu (żółta)- jak wspominałam moje włosy nie są wymagające, potrzebuję jedynie czegoś co sprawi, że włosy będą miękkie i ułatwi rozczesywanie. Ta odżywka spełnia moje wymagania, już mam kolejną buteleczkę. Czy kupię ponownie: tak
4. Nivea for men łagodzący żel do golenia- zdecydowanie KWC, jeden z niewielu kosmetyków, które na stałe goszczą w mojej łazience. Czy kupię ponownie: tak
5. Benzacne tonik bezalkoholowy o działaniu przeciwtrądzikowym- dobrze dezynfekuje i wysusza niedoskonałości, mój niezbędnik, polecony przez kosmetyczkę. Czy kupię ponownie: tak
6. BeBeauty płyn micelarny- średniej jakości micel, jednak za taką cenę wiele nie wymagam. Po wykorzystaniu zapasu przerzucam się na Biodermę. Czy kupię ponownie: nie
7. FM Group płyn do demakijażu- chyba najgorszy płyn jaki kiedykolwiek miałam, bardzo podrażnia oczy! Czy kupię ponownie: nie
8. Nivea dezodorant fresh natural- nie byłam z niego zadowolona, strasznie śmierdział alkoholem, to mnie bardzo odrzuciło. Czy kupię ponownie: nie

9. Under Twenty kremowy żel do mycia twarzy- całkiem fajny, już moje kolejne opakowanie, zimą jednak wysuszał mi skórę.. Dlatego stosowałam tym razem tylko na noc, rano coś delikatniejszego, recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: może
10. Silcare zmywacz do paznokci truskawkowy- bardzo fajny zmywacz, być może do niego wrócę o ile będę robić większe zamówienie na Silcare, recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: może
11. Isana krem do rąk oliwkowy- tragedia.. to się wchłaniało wieki a efekt zerowy! Nie, nie i jeszcze raz nie. Czy kupię ponownie: nie
12. Lirene Wygładzenie cytrynowy krem do rąk- najlepszy mój krem tej firmy! Zapach nie jest sztuczny, szybko się wchłania, na dniach recenzja. Czy kupię ponownie: tak
13. NO-SCAR krem przeciw bliznom- KWC, niezbędnik! To już moje 4 lub 5 zużyte opakowanie. Czy kupię ponownie: tak
14. Melisa pomadka do ust- całkiem niezła, nie wiem skąd ją mam, dostałam od mamy. Dobrze chroniła usta. Czy kupię ponownie: może
15. AA pomadka ochronna- słaba, nie wiem dlaczego kupiłam ją po raz drugi.. Czy kupię ponownie: nie
16. Tisane balsam do ust- naprawdę świetny balsam! Miałam już wersję słoiczkową, obydwie wersje bardzo porządne, recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: tak


17, 18. Revlon Colorstay cera tłusta/mieszana podkład- ulubieniec, musi u mnie być! Tu akurat skończone dwa odcienie- buff i sand beige. KWC, choć ma swoje wady, na pewno pojawi się szczegółowa recenzja. Czy kupię ponownie: tak
19. Pharmaceris delikatny fluid intensywnie kryjący- bardzo dobre krycie, byłam zadowolona.. Niestety przy byle otarciu zostawiał ślady i świecił się niemiłosiernie niezależnie od pudru. Czy kupię ponownie: może
20. Silcare nabłyszczający Top Coat- niezły top coat, jednak trochę długi czas schnięcia. Niestety chyba go nie dokręciłam za którymś razem i cały zgęstniał :\, recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: nie (chcę spróbować czegoś innego)
21. Vipera lakier bezbarwny z jedwabiem- stosowałam pod lakiery kolorowe, dobrze chronił paznokcie, zgęstniał ze starości, recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: nie (wolę Eveline diamentową)
22. Wibo eyeliner czarny- mój ulubieniec! Najwygodniej robi mi się nim kreski i już mam kolejne opakowanie. Czy kupię ponownie: tak
23. Rimmel Scandaleyes maskara- przeciętny tusz lubiący sklejać rzęsy.. Używany prawie codziennie, nie chciał się skończyć! W końcu się udało, recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: nie
24. Rimmel Match Perfection puder w kamieniu- dobry puder, ładnie matowił i wykańczał makijaż, delikatne krycie. Niestety najjaśniejszy odcień był dla mnie w zimie za ciemny. Czy kupię ponownie: nie (szukam ideału)
25. Excipial Pigmentcreme- coś na zasadzie podkładu leczniczego? Naprawdę dobre krycie, choć może nie był tak trwały.. Niestety już go nie produkują, jeśli się to zmieni to wrócę do niego, bo nie szkodzi mojej cerze, przydatny szczególnie po zabiegu mechanicznego oczyszczania twarzy u kosmetyczki. Czy kupię ponownie: tak


Jak widać udało mi się zużyć sporo z kolorówki :). Jestem z tego powodu zadowolona, choć większości z tych rzeczy używałam naprawdę długo, na przemian, teraz się tak skumulowało.
Buziaki!

sobota, 1 czerwca 2013

recenzja miniproduktów z koszyczka od L'Occitane!

Hej hej!
Jakiś czas temu tak jak większość z Was zostałam obdarowana tajemniczym koszyczkiem od L'Occitane. Nigdy nie miałam okazji używać kosmetyków tej firmy, dlatego bardzo się ucieszyłam. Sam koszyczek jest bardzo ładny i mi służy, ma swoje miejsce w łazience ;).
A co się w nim znajdowało? 5 miniproduktów- bestsellerów firmy. Niestety wg mnie nie zostało to do końca przemyślane, ponieważ nie wszystkie z nich my, bloggerki, byłyśmy w stanie dokładnie przetestować. Osobiście wolałabym wypróbować mniejszą ilość kosmetyków, ale w wersjach pełnowymiarowych lub po prostu trochę większych. Niemniej jednak postaram Wam się przedstawić moje spostrzeżenia na temat otrzymanych kosmetyków! 

Pierwszy na odstrzał idzie żel pod prysznic Werbena (do kupienia TUTAJ) w cenie regularnej 59,00zł za 250ml, czyli bardzo wysokiej. 
Testowałam miniaturkę 50ml. Opakowanie jest plastikowe, proste i przezroczyste, więc możemy kontrolować zużycie. Również zamknięcie jest wygodne, łatwo się otwiera, jednak nie wylewa się nic przez przypadek przy przechyleniu/upadku (a u mnie zdarzają się takie wypadki).
Sam żel ma kolor baaaardzo jasnej zieleni, na dłoni praktycznie tego nie widać, jedynie w opakowaniu. Pachnie jak dla mnie cudnie, delikatnie, właśnie werbeną, choć wiem, że nie każdy lubi takie nuty zapachowe. Dobrze myje i oczyszcza, skóra jest odświeżona. Ale na tym kończą się jego zalety.. Wielkim minusem jest bardzo rzadka konsystencja, produkt prawie spływa ze skóry. Przez to jest bardzo niewydajny, 50ml wystarczyło mi na tydzień codziennego używania. Przeliczając- pełnowymiarowe opakowanie 250ml wystarczyłoby na ok. 5 tygodni co generalnie jest słabym wynikiem. Dodatkowo żel prawie się nie pieni mimo SLS na drugim miejscu. Za taką bardzo wygórowaną cenę oczekiwałam wiele więcej, niestety zawiodłam się.

Kolejnym produktem jest woda toaletowa Pivoine Flora (do kupienia TUTAJ) do nabycia w cenie 179,00zł za 75ml.
Moja buteleczka jest malutka, nie znam niestety objętości, ale widać jak leży w dłoni. Opakowanie jest bardzo proste, ale miłe dla oka (szczególnie wersja pełnowymiarowa). Jak sama nazwa mówi, zapach należy do kategorii kwiatowej. Na początku byłam niechętna, ale po czasie przekonałam się do niego- pachnie piwonią, jest bardzo subtelny i kobiecy, nadaje się dla kobiet w różnym wieku. Nie spodoba się osobom, które nie lubią zapachu piwonii lub ogółem zapachów kwiatowych. Na skórze utrzymuje się kilka godzin, później zanika.
Wydaje mi się, że wersja pełnowymiarowa jest z atomizerem, niestety moja buteleczka jest po prostu odkręcana i przez to aplikacja wody toaletowej jest niewygodna. Muszę przechylić opakowanie przy samej skórze, a następnie rozetrzeć. Produkt jest wydajny, nawet miniaturka starczy mi na długo. Podsumowując- całkiem niezła propozycja dla osób lubiących zapachy kwiatowe (mnie się podoba), choć cena też nie jest najniższa i trwałość nie zachwyca.

Przejdźmy znów do pielęgnacji. Oto nawilżające mydło Shea- Mleko (do nabycia TUTAJ) w cenie 32,00zł za 250g (tu już cena jest rozsądna).
Testowałam wersję 50ml, która wystarczyła mi na ok. miesiąc, więc wynik naprawdę niezły! Opakowanie jest papierowe (bardzo eko), zawiera niezbędne informacje. Samo mydełko jest białe i ma na sobie logo firmy.
Pachnie delikatnie, jednak nie zauważyłam nic szczególnego- po prostu zapach typowo "mydlany". Nie zaryzykowałam ze stosowaniem do twarzy, natomiast od czasu do czasu myłam nim całe ciało. Najczęściej jednak służyło mi i całej rodzinie do mycia rąk. Szczerze mówiąc nie zauważyłam cudownych właściwości. To po prostu mydło, które dobrze oczyszcza. Może jedynie jest trochę delikatniejsze i pozostawia mniejsze uczucie wysuszenia niż w przypadku innych mydeł, jednak na pewno nie nazwałabym go mydłem nawilżającym- krem/balsam po użyciu jest niezbędny. Żałuję tylko, że nie wypróbowałam go do mycia pędzli, coś czuję, że całkiem nieźle by z nimi to mydło współpracowało ;).

Następny w kolejce jest krem do rąk masło Shea (do kupienia TUTAJ) w cenie 90,00zł za 150ml. To mój ulubieniec z całego koszyczka!
Moja wersja miała 10ml i bardzo żałuję, że tak mało:(. Krem wystarczył mi na tydzień, więc może nie będzie to do końca rzetelna opinia, ale przez ten czas produkt zdążył podbić moje serce. Opakowanie jest w formie tubki, solidnie zakręcanej. Bez problemu wydobywa się resztki.
Zapach jest cudowny, bardzo delikatny i myślę, że nikomu by nie przeszkadzał. Krem ma kolor biały i bardzo gęstą konsystencję, a mimo tego świetnie rozprowadza się na skórze. Nie daje efektu "śliskich rąk", momentalnie się wchłania. Dogłębnie nawilża, wygładza dłonie, które stają się miękkie i bardzo miłe w dotyku. Co najlepsze, jest to efekt długotrwały, a stosowanie to czysta przyjemność. To zdecydowanie najlepszy krem jakiego używałam! Mimo dość wysokiej ceny jestem pewna, że kupię go w przyszłości (zapewne na zimę dla większej ochrony skóry dłoni).

Na ostatek został drogocenny krem na noc Immortelle w cenie 210zł za 50ml.. Cena zabójcza!
Moja miniaturka miała 15ml. Opakowanie szklane, bardzo ładne. Spodobało mi się dodatkowe  zabezpieczenie pod nakrętką.
Krem jest dość treściwy (ale niezbyt gęsty), biały i.. jak dla mnie pachnie okropnie! Jednak mojej mamie się spodobał, a to ona go testowała (kwestia gustu). Mama nie ma dużych wymagań, nie maluje się, ma zdrową skórę i prawie zero zmarszczek (obym miała to po niej w genach :D). Zauważyła dobre nawilżenie i właściwie to wszystko. Pojemność była za mała by określić właściwości przeciwzmarszczkowe. Krem ma skład nieciekawy, przewija się tam m.in. silikon, więc moje pytanie- za co płacimy aż 210zł?!

To by było na tyle, z wszystkich przedstawionych produktów na pewno zdecyduję się jedynie na krem do rąk z Shea, jest genialny i jeśli miałabym Wam coś z tej gromadki polecić to byłby właśnie ten krem :).

***

Mam do Was jeszcze pytanie.. Micele z Biedronki są przyzwoite, ale nie tak dokładne jak bym chciała, no i zużywam je w kosmicznym tempie. Po skończeniu zapasów chcę zainwestować w coś lepszego no i tu mam pytanie:

Polecacie? :)

Plus do tych co używają hydrolatów.. Chciałabym również coś kupić dla siebie (cera tłusta, ze skłonnością do zapychania, niedoskonałości i z różnymi śladami) i używać w formie toniku, co polecacie?