środa, 30 października 2013

matowe trio z Marizy- recenzja + makijaż

Cześć!
Jestem przeeeszczęśliwa, ponieważ jutro na wieczór wracam do domu, co prawda czekają mnie jeszcze zajęcia oraz długa podróż, ale jestem tak stęskniona, że już nie ma to znaczenia! Dowiedziałam się też, że będę miała możliwość poznać blogerki i vlogerki z okolicy, suuuper! Same powody do radości- oprócz nauki :P.
A że uczyć mi się nie chce, to przychodzę z nowym postem :). Tak się przyzwyczaiłam do codziennego pisania, że wizyta w domu bez laptopa to będzie mini-odwyk haha :D.
Dziś znów makijażowo oraz recenzja matowych cieni do powiek z Marizy.
Nasze piękne trio umieszczone jest w plastikowym opakowaniu, solidnie zamykanym, które jest odporne na uszkodzenia.
Do cieni dołączona jest pacynka, z której nie korzystam;).
Mamy do wyboru 5 wersji kolorystycznych. Ja posiadam nr 13, odcienie widoczne są poniżej.
Wg producenta: "Zestaw trzech matowych cieni pozwala na wykonanie eleganckiego makijażu oka." Czy się z tym zgadzam?
Po pierwsze- kolorki same w sobie są piękne. Pasują do moich zielonych oczu, są miękkie i najważniejsze- wcale się nie osypują! Byłam pozytywnie zaskoczona. Jednak cienie mają jedną, podstawową wadę- są bardzo słabo napigmentowane :(. O ile na palcu to jeszcze jakoś wygląda, tak na powiekę trzeba nałożyć naprawdę dużą ilość, żeby cokolwiek było widać (oczywiście gdy na powiece już mamy bazę). Intensywnego, wieczorowego makijażu na pewno nimi nie zmalujemy. Za to z bazą utrzymują się spokojnie cały dzień na oczkach ;).
Cena w najnowszym katalogu: 11,20pln/3x1,2g

Po kliknięciu w powyższy link przeniesiecie się do katalogu obowiązującego od 2 listopada tego roku :). Jeśli chcielibyście dołączyć do Marizy to zapraszam TUTAJ. Zapraszam też na Facebook.

A teraz moja propozycja makijażu przy użyciu tych cieni!
Podkład: Maybelline Affinitone & Under20 multifunkcyjny antybakteryjny krem BB
Korektor: MAC Studio Finish, L'oreal True Match
Puder: Mariza puder ryżowy
Bronzer: W7 Honolulu
Brwi: Catrice paletka do brwi
Usta: Bell Lip Tint
Cienie: Mariza matowe cienie do powiek, Technic paletka (jasny cień do rozświetlenia wewn. kącika oka)
Eyeliner: Wibo czarny eyeliner
Tusz do rzęs: Sensique XXL Waterproof
Czekam na Wasze opinie i porady, buziaki!

wtorek, 29 października 2013

mój hit- płyn oczarowy do twarzy firmy Fitomed

Hej, hej!
Ostatnio była kolorówka, a dziś dla odmiany o moim absolutnym hicie pielęgnacyjnym. Niedawno recenzowałam mleczko do demakijażu Fitomed, z którym średnio się polubiłam. Dziś przyszła pora na inny produkt z tej samej firmy- płyn oczarowy do twarzy z kwiatem pomarańczy odświeżająco-oczyszczający do cery tłustej i mieszanej.
Opakowanie jest naprawdę świetne, mieści 200ml. Co prawda nie zachwyca pod względem wyglądu (mi bardzo kojarzy się właśnie z kosmetykiem naturalnym), ale jest plastikowe, przezroczyste (więc kontrolujemy zużycie na bieżąco), porządne,  no i..
.. hurraaa, mamy atomizer! Taka prosta rzecz, a jak ułatwia życie! Szkoda jednak, że nie spotykamy jej przy wszystkich tego typu produktach.. Wielki plus dla Fitomed ;). Za pomocą "psikacza" (który się nie zacina) łatwo, wygodnie i higienicznie zaaplikujemy płyn na płatek kosmetyczny lub bezpośrednio na twarz.
Kosmetyk jest przezroczystym płynem (ma leciutko żółte zabarwienie), który niestety pachnie bardzo nieprzyjemnie. A przynajmniej dla mnie. Co prawda można się przyzwyczaić, jednak chciałam Was uprzedzić ;).
Opis producenta oraz skład:
Brawa za skład :). Płynu używam 2x dziennie jako toniku i oprócz tego w ciągu dnia do odświeżenia makijażu. Do tego drugiego sposobu nie byłam na początku przekonana- jak to, moczyć makijaż?! Jednak spróbowałam i nie żałuję! Dwa psiknięcia na buźkę, później delikatne przyłożenie ręcznika papierowego i mamy pięknie odświeżony makijaż :). Dobrze sprawdza się też zaraz po nałożeniu podkładu, korektora i pudru- scala ze sobą wszystkie warstwy i dzięki temu znika uczucie sztuczności, maski, przepudrowania, cały makijaż staje się bardziej naturalny, jak nasza druga skóra. Super!
Jako tonik sprawuje się równie dobrze. Rano spryskuję wacik i przecieram nim twarz, a wieczorem (kiedy mam więcej czasu) aplikuję płyn bezpośrednio na buzię i pozwalam samoistnie się wchłonąć. Efekty? Odświeżona, "doczyszczona" cera, staje się ona przyjemna w dotyku i na pewno nie jest ściągnięta. Mam wrażenie, że płyn uspokaja ją, łagodzi, ma działanie delikatnie rozjaśniające. 
Co jeszcze? Używam tego produktu od 2 miesięcy i zostało mi jeszcze 2/3 opakowania.. Bardzo wydajny! Jest kosmetykiem, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, jest idealny dla mojej tłustej cery i na pewno kupię go ponownie.
Cena w sklepie internetowym Fitomed: 12,00pln/200ml

poniedziałek, 28 października 2013

"podwójny kłopot".. czyli prosty makijaż oka jedną kredką Oriflame Very Me

Cześć!
Cieszę się, że wczorajszy wierszyk Wam się spodobał :D. A dziś cudowne wieści, albowiem stał się cud i zaliczyłam pierwsze koło z anatomii na 4.5! To dopiero nowina.. Z tej radości powstaje nowy post :P.

Na Facebooku pokazywałam Wam małą zapowiedź makijażu. Skoro powstała osobna podstrona to teraz trzeba ją rozwijać :). A dokładniej chodzi o to zdjęcie:
To bardzo prosty, klasyczny makijaż i nie potrzeba do niego specjalnych zdolności. Skupia się na czerwonych ustach, a oczy.. No właśnie! Dziś chciałabym Wam pokazać jak zrobić prosty, ale efektowny mejkap oczu przy użyciu tylko jednej kredki :). Jesteście ciekawe? Czytajcie dalej!

Sprawczynią całego zamieszania jest kredka do powiek Very Me Double Trouble (ale fajna nazwa!) z Oriflame
Sama nie miałam zbyt dużej styczności z kosmetykami Oriflame. Miałam kiedyś zestaw do pielęgnacji buzi, ale uczulił mnie i niechęć pozostała. Jednak nigdy nie używałam kosmetyków kolorowych tej firmy, a moja mama bardzo lubi ich szminki, więc.. czemu by nie spróbować? ;) Byłam bardzo ciekawa.
Kredka jak widać jest podwójna i dość ładnie się prezentuje.
Dostępne jest 5 wersji kolorystycznych. Ja posiadam "Night Glow" (nr katalogowy: 20421).
Jedna końcówka jest biała, ale połyskująca.
Druga czarna, matowa.
Biel jest piękna, ma świetne właściwości rozświetlające, dobrze odbija światło, co zobaczycie w makijażu. Niestety jest dość oporna jeśli chodzi o rozprowadzanie jej zarówno na powiekę, jak i na linię wodną, trzeba się trochę namęczyć..
Czerń jest bardziej miękka, łatwo się rozprowadza, jednak jak dla mnie mogłaby być bardziej czarna- wiecie o co chodzi ;).
Co ciekawe, kredki można używać na całe powieki, jednak w tej wersji kolorystycznej nie odważyłam się na to- byłby to baaardzo mroczny makijaż :P. Nałożona jako kreska solo niestety szybko się ściera. Z pomocą może przyjść baza- wtedy trwałość jest dużo lepsza- wytrzymuje większość dnia :).
Cena katalogowa: 17,00pln (w katalogu 15 w promocji za 11,90pln)

A jeśli jesteście zainteresowani dołączeniem do Oriflame to zapraszam na stronę: http://www.ori-klub24.pl/witaj-w-oriflame/

A teraz w praktyce :). Na twarz użyłam zmieszanych podkładów: Maybelline Affinitone oraz Under Twenty multifunkcyjny antybakteryjny krem BB (recenzja). Pod oczy korektor  Loreal True Match a na pozostałe niedoskonałości- Mac Studio Finish. Wszystko utrwaliłam matującym pudrem z Yves Rocher, a twarz wykonturowałam bronzerem Honolulu z W7.
Brwi podkreśliłam ciemnym cieniem z zestawu do stylizacji brwi Catrice. Na powieki nałożyłam bazę Stay On z Hean (recenzja) i zaczęłam działanie z bohaterką dzisiejszego wpisu- podwójną kredką :).
Białą częścią zaznaczyłam dolną linię wodną, obszar pod łukiem brwiowym (i roztarłam) oraz wewnętrzny kącik (początek roztarłam), malując kreskę do połowy powieki. Czarnego koloru użyłam do górnej linii wodnej oraz do zakończenia kreski.
Następnie skośnym pędzelkiem roztarłam wszystko tworząc przejście i w ten sposób powstała bardzo prosta, czarno-biała, cieniowana kreska :). Rzęsy wytuszowałam XXL Waterproof z Sensique.
Na koniec trzymając się zasady proste oczy+wyraźne usta (i na odwrót) pomalowałam usta czerwoną szminką z Kobo.
A tak przedstawia się efekt końcowy :).
Jak Wam się podoba moja propozycja?

niedziela, 27 października 2013

Dr Irena Eris NORMAMAT krem nawilżający sebo-normalizujący na noc- pierwsze wrażenia

Cześć!
Nie wiem czy wiecie, ale biorę udział w konkursie dla blogerek organizowanym przez Dr Irena Eris z okazji wprowadzenia nowej serii NORMAMAT. Więc dziś będzie troszkę inaczej i mam nadzieję, że się Wam spodoba, bo ja się ubawiłam przy wymyślaniu! ;D

***

Dajcie hałas, dajcie krzyki,
Są tu kosmetyczne freak'i?
Dziś z kosmosu mamy gościa,
Co opowie o nowościach.
Teraz już nie przedłużajmy,
Ale jemu głos oddajmy!
 "Witam Państwa, witam miło,
Powiem co mi się przyśniło.
Dr Irena Eris firma znana
Chce powalić na kolana
I wprowadza serię nową,
Można by rzec- luksusową.
Co za seria? Każdy wie,
Że NORMAMAT zowie się.
 Podrzuciły ufoludki
Kremik na noc okrąglutki.
Piękny wygląd, pięknie leży,
Co mu jeszcze się należy?
Pompka mu się nie zacina
(w to ktoś wątpił? co za kpina!)
 Produkt biały, lekki bardzo,
Nim kobitki nie pogardzą.
Zapach świeży i kwiatowy,
Prawie mi zabrakło mowy..
Zauważmy- pół pompeczki
Na całą powierzchnię buzieczki.
Łatwe jest rozprowadzanie,
Zasługuje na uznanie.
Moja kosmetyczna mania
Nie minie czasu wchłaniania,
Który bardzo krótki jest-
- to od firmy miły gest!
 To nie wszystko oczywiście,
Pozostałość streszczę w liście.
Wyślę go niespodziewanie,
Gdy zakończę testowanie.
Jestem pewna, bez przymusu,
NORMAMAT- powiew luksusu.
Pewnie w szok wpadną drogerie,
Wyprzedając całą serię!"

sobota, 26 października 2013

Lirene STOP CELLULIT part 2 + nowa szata graficzna!

Hej Kochani!
Z wielką przyjemnością przedstawiam Wam NOWĄ ODSŁONĘ BLOGA :D. Nareszcie czuję, że jest tu świeżo, przejrzyście, czuć przestrzeń. Przede wszystkim mogę dodawać większe zdjęcia, co bardzo mnie cieszy. Wreszcie grafika jest spersonalizowana, zrobiona dla mnie przez Natalię (:*). Każda taka udoskonalona rzecz sprawia, że blog się rozwija, a do tego non stop dążę :). Trochę tu uporządkowałam- pod nagłówkiem znajdują się nowe podstrony. W "denku" możecie rzucić okiem na moje zużycia z danych miesięcy. Natomiast zdecydowałam się jeszcze na "makijaże"- zdaję sobie sprawę, że jestem totalną amatorką, ale daje mi to dużo radochy:). Przygotowałam dla Was tego weekendu 3 makijażowe propozycje i o nich niebawem.
I jak, podoba Wam się? Bo mi bardzo!

Po krótkim wstępie przechodzę do części właściwej posta, bo wiele z Was ciekawił efekt po stosowaniu serii STOP CELLULIT z Lirene. Ostatnio pisałam o produktach myjących (klik!). Dziś pora na kosmetyki kremowe i pierwszym z nich jest aktywny balsam antycellulitowy!
Opakowanie jest standardowe dla balsamów tej firmy- plastikowe, solidne, mieszczące 250ml produktu. Dostępna jest też wersja 400ml. Butla jest nieprzezroczysta, ale pod światło można zobaczyć zużycie. Szata graficzna wpasowuje się w całą serię:).
I znowu mamy do czynienia z charakterystycznym wgłębieniem, co by sobie paznokci nie połamać :D. Duży plus! Niestety po pierwszym otwarciu opakowanie nie dało się już domknąć do końca..
Produkt wydobywamy przez niewielki otwór- prosta sprawa :).
Kolor balsamu jak poniżej- leciutko beżowy, pomarańczowy. Konsystencja nie jest super gęsta, ale też nie lejąca. Zapach- mmmm :). Taki jak w całej serii! Soczysty, pomarańczowy, energetyzujący, pomarańczowy i niestety tylko krótką chwilę utrzymuje się na skórze.
Opis producenta oraz skład:
Balsam jest wydajny, łatwo się go rozsmarowuje. Wchłania się bardzo szybko- pod tym względem nigdy się na Lirene nie zawiodłam, a ja nie jestem zbyt cierpliwa jeśli chodzi o takie kosmetyki! Aby efekt był dobry powinno się wg mnie używać balsamu codziennie (producent zaleca dwa razy dziennie, ja używałam raz). Skóra jest wyraźnie nawilżona, gładka w dotyku, miękka. Kosmetyk spełnia wszystkie moje wymagania, a oprócz tego zauważyłam, że skóra staje się ciut bardziej elastyczna. Bardzo przyjemny produkt!
Cena w sklepie internetowym Lirene: 14,99pln/250ml lub 17,99pln/400ml (jak widać większa butla dużo bardziej się opłaca)

Drugim produktem jest antycellulitowa kremowa maska do ciała.
Opakowanie to saszetka utrzymana w kolorystyce całej serii, mieści 25ml produktu.
Opis producenta oraz skład:
Od razu zaznaczę, że zużyłam tylko jedną sztukę maski. Zastosowałam zgodnie z zaleceniami producenta, o których możecie poczytać na powyższym zdjęciu. Na jedno użycie produktu jest sporo, obficie się wysmarowałam :). Polecam coś takiego na mini "domowe spa"! Tak właśnie się poczułam przy używaniu. Oczywiście wszystko ładnie pachniało (jak cała seria) a jaki był efekt? Na pewno skóra super odżywiona i nawilżona, bardziej niż po jakimkolwiek balsamie. Gładka, lekko napięta i elastyczna, ja byłam zadowolona, choć efektu "wow" nie było :). I oczywiście był to efekt doraźny. Wiadomo, że jeśli ktoś ma problemy z cellulitem powinien zużyć więcej sztuk.
Cena w sklepie internetowym Lirene: 4,99pln/25ml

A teraz krótko chciałabym opisać efekty stosowania wszystkich czterech recenzowanych przeze mnie kosmetyków z serii STOP CELLULIT. Ogółem nie mam problemów z cellulitem (a jak mam to o tym nie wiem- słodka nieświadomość :D), ale w moim życiu obecny jest wysiłek fizyczny i lubię utrzymywać moją skórę w dobrym stanie. Czego oczekuję? Uelastycznienia, ujędrnienia, gładkości. I te produkty mi to dały, ale podkreślam raz jeszcze- jestem osobą szczupłą, a do tego ćwiczę przynajmniej 2x w tygodniu. I tak jak opisywałam przy serii kosmetyków z Pharmaceris C, przez wakacje schudłam i tak do teraz się utrzymało :). Skóra jest miła w dotyku, jędrna, więc jestem zadowolona. 
Natomiast nie wiem, czy produkty te poradziłyby sobie w przypadku osób z cellulitem, a na pewno nie solo. Pamiętajcie, bardzo ważny jest wysiłek fizyczny! Oraz masaże:). Takie kosmetyki mogą być tylko dobrymi wspomagaczami.