sobota, 30 listopada 2013

intensywne serum redukujące tkankę tłuszczową Eveline- recenzja

Cześć!
Ahhh dziś byłam na ostatnim w tym roku spotkaniu bloggerek i vlogerek- Wrocław! Było cudownie, nowe znajomości, super atmosfera :). Jutro relacja z Rzeszowa a za kilka dni z dzisiejszego spotkania :).
Chciałabym jeszcze powiedzieć, że szykuje się ROZDANIE na 500 obserwatorów, więc czekamy! :) Nagrody już gotowe, mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu.
Przepraszam też, że może jest tak trochę monotonnie na blogu, ale jak mówiłam korzystam ze zdjęć, które mam już na laptopie :). Od jutra coś nowego.

Dziś już ostatnia (jak narazie) recenzja kosmetyków Eveline. Tym razem recenzja gościnna, oddałam w dobre ręce i mam pełną opinię :). Na tapetę bierzemy intensywne serum redukujące tkankę tłuszczową.
Opakowanie miłe oku, poj. 150 ml, bardzo dużo treści (do czytania w wannie? :P), tradycyjna tubka.
Zamknięcie- standardowe, jak w tubce, umożliwia utrzymanie w czystości. Jeśli chodzi o wydobywanie to trzeba ostrożnie naciskać, chyba że się ma dużo ciałka do wcierania ;).
Kolor biały, serum o bardzo trafionej konsystencji- dobrze się rozprowadza. Zapach jest bardzo intensywny, mentolowy, orzeźwiający, przyjemny (chociaż tu zależy co kto lubi).
Opis producenta oraz skład:
Wchłania się kilka minut, nadaje się do takiego właśnie kilkuminutowego masażu. Po wmasowaniu czuje się delikatne mrowienie i intensywny chłód;). Po każdym użyciu jest zwyczajnie zimno, tak działa to serum. Nie każdy lubi coś takiego, więc należy wziąć to pod uwagę przy zakupie.
A co jeśli chodzi o efekt wyszczuplający? Producent obiecuje bardzo wiele. Jednak od samego używania serum ma się jedynie.. gładkie ciało i ładnie się pachnie ;). No i jest zimno. To by było na tyle. Samodzielnie kosmetyk nie wyszczupla (takich cudów to chyba jeszcze nikt nie odkrył). Ale może się sprawdzić w duecie z wysiłkiem fizycznym jako wspomagacz (nie "wyszczuplacz").
Cena: ok. 20,00pln/150ml

piątek, 29 listopada 2013

krótko i zwięźle o peelingu do.. rąk!

Witajcie!
Jak dobrze, że już piątek, chwila oddechu:). Dziś po tańcach przez 3 godziny robiłam.. zdjęcia na bloga! Ha ha :P. Póki nie było ciemno musiałam zrobić dużo nowych, aby wprowadzić jakąś różnorodność, bo obecnie korzystam tylko z tego co mam na dysku. A teraz tylko odliczam do momentu, gdy kupię nowy aparat:)

A tymczasem zapraszam na recenzję produktu, który zagościł w kosmetyczce zarówno mojej, jak i mojej Mamy ;). Mowa o nawilżającym peelingu do rąk z ekstraktem z wanilii 8w1 Eveline.
Nad opakowaniem nie ma co się zbytnio rozwodzić- solidna, plastikowa tubka, z przyjemną dla oka szatą graficzną. Mieści 75ml produktu.
Zamknięcie jest również solidne, mimo kilku upadków i podróży nie zdarzyło mi się, aby cokolwiek wyciekło :).
Otwieranie ułatwia wygodne wgłębienie, a produkt wydobywamy bezproblemowo przez niewielki otwór.
Peeling ma dość zbitą konsystencję, zawarte są w nim maleńkie, ledwo widoczne drobinki. Szczerze mówiąc, trochę zaskoczona byłam lekko różowym kolorem, nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się żółtego :). Co najważniejsze- kosmetyk pachnie czystą wanilią, bez chemii! I zapach przez chwilę utrzymuje się na rękach.
Opis producenta oraz skład:
A co ja o nim myślę? A właściwie ja i moja Mama :). Obydwie lubimy ten "gadżet"- bądźmy szczerzy, jednak niewiele osób używa takich rzeczy, to właśnie typowy gadżet, dodatek.
Przyjemnie się go używa, bo ładnie pachnie. Nie czuć tak mocno ścierania, jest wydajny. Po całym takim "zabiegu" ręce są gładziutkie, ewentualne suche skórki usunięte. Skóra jest miękka, miła w dotyku, elastyczna, no i przede wszystkim jest lepiej przygotowana na wchłonięcie kremu. Dzięki temu lepiej możemy nawilżyć ręce :). Taki gadżet może być przydatny szczególnie w zimnych miesiącach, kiedy nasze ręce ulegają wysuszeniu oraz przy domowym manicure.
Podsumowując- bardzo lubię ten peeling i jest on miłym dodatkiem do domowego spa, a także pomocnikiem w jesienno-zimowej pielęgnacji. Nie mam mu nic do zarzucenia, jednak nie jest produktem must have:).
Cena: ok. 10,00pln/75ml

czwartek, 28 listopada 2013

sposób na nawilżenie, czyli 100% kwas hialuronowy

Cześć!
Jestem z siebie dumna ciąg dalszy- wysprzątałam dziś całą chatę!! Co jest nie lada wyzwaniem, gdy mieszka w niej 6 studentów, którzy brudzą jak małe świnki :D. Zaliczyłam moją kolejkę, teraz niech się inni martwią :P. Poza tym choruję na nicmisięniechciejstwo, rany, powiedzcie, że nie tylko ja jestem takim leniem.. Do tego od kilku dni zabieram się do robienia zdjęć, ale nic z tego nie wychodzi, nie dość, że jest coraz ciemniej, to w moim pokoju wcale nie ma światła.. :(. Jak dobrze, że od Świąt będę miała ciut lepszy aparat!

Czy zauważyliście, że ostatnio jest wielka "moda" na olej arganowy i kwas hialuronowy? Producenci prześcigają się w reklamowaniu ich na opakowaniach. Ogółem to bardzo dobrze, O ILE rzeczywiście te składniki występują na czele składu. Dziś zajmę się tego typu produktem, jest to 100% kwas hialuronowy z Eveline. Sama nie testowałam, oddałam w dobre ręce i dziś recenzja gościnna Testerki:).
Opakowanie to estetyczna, plastikowa tubka, poj. 15 ml. Krótki opis działania i co ważne na tubce - podany sposób użycia.
"Dziubkiem" można bezpośrednio aplikować żel na konkretne miejsca. Brak pompki wymusza jednak skupienie się na sprawie! I naciskanie tubki z ostrożnością i uwagą, bo łatwo można wycisnąć za dużo. W zasadzie, po odwróceniu tubki żel wypływa samoistnie.
Opis producenta oraz skład:
Jest to rzadki żel, pozbawiony zapachu i koloru. Wchłania się szybko, może ok. minuty, rozprowadza się bardzo dobrze, czuć pod palcami, że jest miękki i śliski, po chwili robi się troszkę lepki, a po wchłonięciu skóra nie jest lepiąca, za to wyraźnie nawilżona i bardzo gładka.
Producent obiecuje głębokie nawilżenie i regenerację skóry, natychmiastowy lifting, wypełnienie istniejących zmarszczek oraz wszelkich nierówności. Z tym nawilżeniem to faktycznie prawda. Skóra jest bardzo miła w dotyku, jędrna. Co do zmarszczek, to uelastycznia, ale nie na długo. Co ważne, nieco rozjaśnia skórę i fajnie regeneruje świeże blizny po trądziku.
Testerka ma bardzo problemową cerę: tłustą z ropnymi wypryskami, a ten żel nie zapycha porów, za to konkretnie nawilża.
Cena: ok. 20,00pln/15ml

środa, 27 listopada 2013

szarość na listopad- lakier do paznokci miniMAX Eveline

Hej!
Widzę wysyp postów zakupowych dotyczących -40% w Rossmannie.. :D. Spokojnie, u mnie takiego nie będzie, bo kupiłam tylko żelowy eyeliner z MNY, możecie być ze mnie dumne!
A dziś kilka słów o produkcie, który był używany ostatnio przeze mnie dość często :). To lakier do paznokci miniMAX z Eveline.
Buteleczka prezentuje się niepozornie, jest mała i urocza :). Mieści 5ml. Pędzelek jest cienki, ja co prawda wolę grubsze, ale tym też wygodnie się operuje.
Co mogę jeszcze o nim powiedzieć? Wygodnie się go nakłada, nie smuży. Do pełnego krycia potrzebne są dwie cienkie warstwy. Bałam się, że będzie wysychał wieki, na szczęście nic takiego nie miało miejsca- schnie całkiem szybko, ani razu nie miałam odciśnięć na paznokciach, itp. :)
Mój kolorek to typowy szaraczek. A może nietypowy? Ma w sobie coś takiego dziwnego, hmm.. Ale nie można mu odmówić jednego- jest bardzo ładny i idealny na jesień! Paznokcie po pomalowaniu mają piękny połysk.
Niestety, żeby nie było tak kolorowo, lakier ma jedną podstawową wadę- nie należy do zbyt trwałych! Mógłby zostać moim ulubieńcem, gdyby tylko wytrzymywał więcej. Ogólnie nawet z top coat'em (!) wytrzymuje maksymalnie 2 dni, po czym robią się odpryski :(.
Cena: ok. 5,00pln/5ml

Wiem, że ostatnio nie jestem tak bardzo aktywna na Waszych blogach, przepraszam;). Jutro nadrobię! :*

wtorek, 26 listopada 2013

SOS według Eveline- kremowy balsam do ciała

Cześć!
Uff, jestem już z powrotem we Wrocławiu :). Weekend był cudowny! Spotkanie w Rzeszowie i spędzanie czasu z bliskimi:). Relacja ze spotkania będzie w niedługim czasie, a dzisiaj recenzja kremowego blasamu do ciała SOS firmy Eveline.
Jak widzicie jest to ogroooomna, plastikowa butla! A czemu ogromna? A no dlatego, że mieści aż 350ml produktu, które wystarczy nam na długi czas.
Opakowanie jest dość ładne i wygodne w użyciu. Balsam wydobywamy przy pomocy higienicznej i niezacinającej się pompki, którą da się zablokować poprzez przekręcenie.
Produkt jest biały, pachnie przyjemnie i delikatnie. Konsystencja jest dla mnie w sam raz- nie za gęsta i nie spływa.
Rozprowadzanie należy do czynności łatwych i przyjemnych:). Balsam nie wchłania się natychmiastowo, chwilę trzeba poczekać.
Opis producenta oraz skład:
Przejdźmy do najważniejszego, czyli działania! Balsamu używam raz dziennie, wieczorem, po prysznicu. Co zauważyłam? Skóra staje się gładsza, miła w dotyku, jakby "uspokojona". Na pewno jest dobrze nawilżona, ale nawilżenie nie jest aż tak długotrwałe- aby je utrzymać trzeba balsamu używać codziennie, a najlepiej 2x dziennie.
Jak bym go podsumowała? Bardzo fajny balsam na co dzień, ale nie będzie ukojeniem dla bardzo suchej skóry, szczególnie w zimie. Dla mnie jest naprawdę dobry, gdy używam go codziennie- wtedy jestem zadowolona z efektów jakie daje :).
Cena: ok. 15,00pln/350ml

czwartek, 21 listopada 2013

Pharmaceris H skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych

Cześć!
W przerwie między anatomią, biofizyką, anatomią, biofizyką i anatomią przybywam z nowym postem :D. Dziś o szamponie już pewnie Wam znanym- skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych Pharmaceris H.
Opakowanie jest typowe dla szamponów Pharmaceris- plastikowe, przezroczyste, takie apteczne :). Mieści 250ml produktu.
Zamknięcie jest solidne i szczelne, a otwieranie ułatwia nam wgłębienie. Przez niewielki otwór z łatwością wydobędziemy odpowiednią ilość szamponu.
Produkt jest średnio gęsty, pachnie bardzo przyjemnie. Kolor widoczny na zdjęciu poniżej.
Jest naprawdę wydajny, choć generalnie wg mnie prawie wszystkie kosmetyki Pharmaceris wystarczają na długo ;).

Opis producenta oraz skład:
Szampon dobrze rozprowadza się na włosach, średnio się pieni. Bardzo dobrze oczyszcza i nie obciąża. Odświeża włosy, ładnie się one układają, są miękkie, wyglądają zdrowo (bo są zdrowe :P). Lekko plącze, dlatego zawsze używam po nim odżywki. Swoje podstawowe zadanie spełnia i dlatego bardzo go lubię ;). Jednak co z wypadaniem? Niestety szampon solo nie zahamował jesiennego wypadania włosów, jednak wspomógł inne "środki" i na pewno mi nie zaszkodził jak co niektóre szampony. Dlatego bardzo go cenię, poza tym moje włosy po nim są przez dłuższy czas świeże.
Cena w sklepie internetowym: 26,90pln/250ml

sobota, 16 listopada 2013

czy warto zainwestować w TANGLE TEEZER?

Cześć!
Pytałam Was na FACEBOOK'u co chcecie zobaczyć w następnym poście, największe zainteresowanie wywołali Effaclar Duo i Tangle Teezer. Dziś o tym drugim. No właśnie- czy warto zainwestować w tę szczotkę?
TT na pewno każdy zna, już kawałek czasu temu był na niego wielki BOOM, to szczotka opisywana w większości w samych superlatywach. A co ja o niej myślę?
Swoją sztukę kupiłam na Allegro za ok. 40pln (już z przesyłką). Dostępne są różne kolory, moja to bardzo żywy róż- daje po oczach :D.
Cała szczotka jest plastikowa, na zdjęciach widać jej ząbki. Ma genialny kształt- świetnie leży w dłoni, nie wyślizguje się, zapewnia komfort czesania.
Szczerze mówiąc, byłam nastawiona, że to będzie coś super, bez czego nie będę mogła się obejść- no bo jak miałam myśleć inaczej po tylu zachwytach ze strony innych dziewczyn?
TT na pewno radzi sobie lepiej z rozczesaniem włosów niż tradycyjna szczotka. Mniej ciągnie (w zasadzie to rzadko się to zdarza), nie szarpie, więc co za tym idzie- podczas czesania wypada nam mniej włosów. To ogromny plus, zwłaszcza w okresie wzmożonego ich wypadania. Jednak nie przesadzałabym też z tym, że szczotka rozczesze dosłownie wszystko- u mnie czasem musiałam się nieźle namęczyć (choć nadal szybciej rozprawia się z kołtunami niż "zwykła" szczotka). Mam też wrażenie, że TT rozczesuje włosy tylko powierzchownie, tak więc muszę nią "przejechać" z każdej strony :). Ogromnym plusem tej szczotki jest to, że wykonuje nam masaż głowy, tym samym poprawiając ukrwienie. Do tego naprawdę świetnie nabłyszcza włosy, wygładza je :).
Wracając do pytania z tematu posta- czy warto? Moja odpowiedź brzmi- tak, choć nie jest to w moim odczuciu nie wiadomo jakie cudo to łatwo się do takiego małego "luksusu" przyzwyczaić. Teraz gdy od czasu do czasu sięgam po inną szczotkę jestem wielce zawiedziona i tęsknię za moim "różowym plastikiem" :).

piątek, 15 listopada 2013

Pharmaceris A w akcji- nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu

Hej!
Kolejna masakra z anatomii za mną, ciekawe z jakim skutkiem, bo tym razem mimo starań poszło bardzo marnie :P. Chwilowo mam młyn na uczelni (do wtorku), więc może mnie być zwyczajnie mniej :).

A tymczasem o jednym z moich ulubieńców, który właśnie sięgnął dna. Jak wiecie bardzo lubię dermokosmetyki Pharmaceris i dziś właśnie o jednym takim przyjemniaczku- przedstawiam Wam nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu z serii A (skóra alergiczna i wrażliwa).
Buteleczka jest nieprzezroczysta, więc nie możemy zbyt dobrze kontrolować zużycia. Wykonana z mocnego plastiku, mieści 190ml produktu.
Oczywiście plus za higieniczną pompkę, która się nie zacina- bardzo sobie cenię takie rozwiązania ;). Z jej pomocą wydobędziemy odpowiednią ilość żelu. Ja zawsze jednorazowo używałam 1,5-2 pompki.
Żel jest średnio gęsty, przezroczysty i bezzapachowy, więc na pewno nie będzie nikogo drażnił. Dobrze się rozprowadza, nie spływa.

Informacje od producenta oraz skład:
Ciekawą rzeczą jest formuła duoaktywna- żel możemy stosować z użyciem lub bez użycia wody. Jak wygląda używanie bez wody? To proste, nadmiar usuwamy z buzi wacikiem :). Ja jednak tradycyjnie zmywałam żel wodą.
Żel jest wydajny- przy używaniu raz dziennie wystarczył mi na 3 miesiące. Stosowałam go rano (zapewne powstanie osobny post o mojej pielęgnacji, ale zawsze wieczorem stawiam na coś bardziej oczyszczającego, a rano na coś łagodniejszego) i stał się moim ulubieńcem. Ktoś mógłby zapytać dlaczego? Przecież nie mam cery suchej, a wręcz przeciwnie- tłustą. Jednak jest też okresowo wrażliwa, szczególnie kiedy robi się zimno. Rano potrzebuję oczyszczenia w delikatny sposób, bez podrażnień i ten żel mi to zapewnia w 100%. Nie uczulił mnie (ani oczu), co bardzo ważne- nie wysusza! Z drugiej strony nie odczułam też spektakularnego nawilżenia, ale od tego są kremy. Nie zrobił mi krzywdy i za to go cenię. Nie mam po nim uczucia ściągnięcia. Co może wydawać się dziwne- nie pieni się wcale, ale dla mnie to dobry znak, że nie zawiera "agresywnych" substancji. Przez to może wydawać się też, że nie oczyszcza dobrze, ale to tylko pozory- z oczyszczenia jestem jak najbardziej zadowolona. Odświeża buzię i przygotowuje ją na dalsze kroki pielęgnacyjne- ja jestem na tak! I na pewno skuszę się ponownie :).
Polecam nie tylko dla cery suchej, wrażliwej i alergicznej, ale także tym, którzy w swojej pielęgnacji twarzy cenią sobie delikatność.
Cena w sklepie internetowym Pharmaceris: 26,90pln/190ml (obecnie w promocji za 21,52pln)