czwartek, 27 lutego 2014

Kredki do oczu Softer

Cześć!
Trochę mi się zeszło, ale już jestem :D. Ostatnio żyłam bardzo intensywnie- weekend w domu (czyli zero czasu na internet), trafiły się dwie imprezy, dużo zajęć.. Ale wracam do żywych, aczkolwiek znów zacznie mnie pochłaniać nauka :).

Dzisiaj chciałabym powrócić jeszcze do kredek do oczu firmy Softer. Pokazywałam Wam jedną z nich w mroźnym makijażu, a dziś chciałabym jeszcze dołączyć do tego drugą.
Kredki mają prosty, ale bardzo ładny design. Posiadają "wbudowane" temperówki, za co również plus :). Do wad muszę zaliczyć to, że zatyczki czasem same się zsuwają.
Posiadam dwa odcienie: nr 2, czyli brąz i nr 3 prezentowany w makijażu (link na górze). Ogólnie dostępnych jest 6 wersji kolorystycznych.
Tak jak już pisałam, kredki są średnio miękkie, ale łatwo się z nimi pracuje i nie ma problemów z aplikacją. Wg mnie nie nadają się na górną powiekę, ponieważ tam za szybko się ścierają. Za to lubię ich używać na dolną linię rzęs, świetnie ją podkreślają. Na co dzień korzystam w ten sposób z brązu, do tego biała kredka na linię wodną, tusz do rzęs i mam ładnie "obudzone" i podkreślone oko w mniej niż 2min.
Kredki nie uczuliły mnie, ani nie zrobiły krzywdy w inny sposób. Są bardzo tanie, bo możemy je dostać już za 2,99pln w Trendy Shop'ach, Drogeriach Stars lub online.

sobota, 22 lutego 2014

Piękne rzęsy z Eveline- Mega Size Lashes

Cześć!
Żeby nie było, że jestem wredna, złośliwa i wybredna to dziś będzie pozytywna, a nawet bardzo pozytywna recenzja tuszu do rzęs, który niezwykle przypadł mi do gustu. Mowa o tuszu do rzęs wydłużająco-pogrubiającym Mega Size Lashes firmy Eveline.
Opakowane jest dość zwykłe- srebrno-czarne z czarnymi i różowymi napisami. Tusz ma pojemność 10ml.
Informacje od producenta:
Szczoteczka jest silikonowa, czyli moja ulubiona. Ma dość dziwny, wygięty kształt i za pierwszym razem niebardzo potrafiłam się nią obsłużyć.. Ale teraz ją absolutnie uwielbiam! Trzeba się przyzwyczaić. Idealnie dopasowuje się do kształtu mojego oka, do rzęs i pozwala dokładnie wszystkie wytuszować.
Tusz jest czarny.. ale taki czarny czarny :P. Dodaje wyrazistości. Coś co jest dla mnie najważniejsze w tuszach- nie skleja! Wręcz przeciwnie, przepięknie rozczesuje i rozdziela rzęsy, robi wachlarz. Pierwsza warstwa widocznie wydłuża, druga jeszcze bardziej podkreśla oko i pogrubia. Rzęsy są ładnie uniesione, nie są obciążone. Tusz wytrzymuje cały dzień w takim samym stanie, nie osypuje się, nie uczulił mnie. Zmywa się też bez problemów. Ale ale.. żeby nie być gołosłowną pora na zdjęcia!

Poniżej moje "gołe" rzęsy.. tak, tak, teraz możecie podziwiać, piszczeć i zachwycać się, RevitaLash działa u mnie cuda, wreszcie widać moje rzęsy bez makijażu! :D Ale za 2 miesiące będzie osobny post na ten temat. A wracając do tuszu..
Tutaj już jedna warstwa:
I dwie warstwy, efekt finalny:
Co myślicie? Ja jestem zachwycona :D. Tusz naprawdę dobrze u mnie wygląda i używam go codziennie. Jego koszt to ok. 18,00pln.

czwartek, 20 lutego 2014

Jak z nóg zrobić sucharki, czyli malinowy balsam do ciała Soraya So Pretty w roli głównej

Dzień dobry!
Jak widać po tytule dziś mało optymistyczny post. Wredna Ola chce zniszczyć reputację pewnemu panu :P. A jest nim malinowy balsam do ciała z linii So Pretty Soraya.
Seria So Pretty charakteryzuje się różowymi, słodkimi i dziewczęcymi opakowaniami, które niewątpliwie przyciągają wzrok. Nie inaczej jest w przypadku balsamu- spora, ładna i plastikowa butla mieszcząca 300ml produktu.
Zamknięcie też jest ładne i szczelne. Nie zdarzyło mi się, by kosmetyk się wylał przez przypadek.
Przez niewielki otwór wygodnie wydobędziemy odpowiednią ilość produktu. Balsam ma leciutką konsystencję, jest pudrowo różowy i pachnie.. jak malinowa mamba :). Naprawdę genialnie, utrzymuje się chwilę na skórze. Nie wchłania się błyskawicznie, trzeba chwilę poczekać.
Informacje od producenta:
Pewnie pomyślicie, dlaczego skreśliłam ten balsam skoro pięknie pachnie, ładnie wygląda, jest lekki.. Ale to pierwszy balsam do ciała w historii, który mi zrobił takie kuku na nogach! Po pierwsze i najważniejsze- ma w sobie parafinę. Muszę tłumaczyć z czym to się je? Zostawia na nogach cieniutką, acz wyczuwalną powłoczkę. Nie byłaby ona kłopotliwa, no bo przecież dzięki temu spełniona jest jedna z obietnic producenta- wygładzenie.. Gdyby nie było to złudne wygładzenie! Balsam w ogóle nie nawilża, nie odżywia, nie regeneruje, w moim przypadku narobił tylko szkodę. Przy codziennym używaniu owszem, skóra jest pozornie nawilżona (czyt. wygładzona przez parafinę), ale nie mogę przestać się drapać- kosmetyk mnie najzwyczajniej w świecie uczula. Po odstawieniu choćby na jeden dzień (!!!!) można zauważyć, że produkt nie robi nic, bo skóra jest sucha jak wiór i błaga o jakiekolwiek nawilżenie.. Balsam niestety jest dość wydajny, ale już nie mogłam go zmordować, dzisiaj go wyrzuciłam (a rzadko wyrzucam kosmetyki), choć została mi jeszcze ok. 1/4. Dodam jeszcze, że wychwalany na opakowaniu "milkszejk" (proteiny mleczne) znajdują się dopiero na szarym końcu składu, za parabenami, więc guzik działają. Do plusów można zaliczyć niewygórowaną cenę (ok. 15,00pln) i dobrą dostępność. Aczkolwiek ja podziękuję i nigdy więcej..

środa, 19 lutego 2014

Kosmetyki szukają nowego domu..

Cześć!

Dziś jestem dosłownie na chwilę. Postanowiłam uszczuplić swoje zapasy kosmetyczne, których jest stanowczo za dużo :). Odłożyłam też produkty, których nie używam. Planuję co jakiś czas dokładać nowe rzeczy.
Do sprzedania mam m.in. paletkę nude make up kit z Lovely, błyszczyki, pomadki do ust, cienie pojedyncze, kremy, lakiery do paznokci, pudry, podkłady i inne..

Tak więc zapraszam Was do nowej zakładki: 


Buziaki!
Ola

poniedziałek, 17 lutego 2014

Naturalnie- glinka zielona

Cześć!
Pewnie wiele z Was korzysta z glinek i zna ich dobroczynne właściwości dla naszej skóry. Glinki są różne, a ja chciałabym Wam napisać parę słów o glince zielonej z Fitomed.
Glinka przywędrowała do mnie w plastikowym słoiczku. Podpisanym, oznaczonym, zawierającym 42g produktu. Przy otwieraniu na początku jest trochę pyłu, ale im większe zużycie tym problem się zmniejsza.
Glinka zielona jest.. no cóż, zielona :). Bardzo drobno zmielona, suchy proszek. Rozrabiam ją z wodą do momentu, gdy nie ma już grudek i następnie nakładam na twarz pędzelkiem języczkowym- polecam taką opcję! Bez brudzenia się, wygodnie, a i kosmetyk jest równomiernie rozprowadzony :).
Pochodzi ze skał krzemionkowo-aluminiowych. Zawiera około 20 soli mineralnych (krzem, magnez, wapń, fosfor, sód, potas itd) oraz szereg mikroelementów i pierwiastków śladowych (selen, molibden, cynk i kobalt). Glinka zielona ma właściwości dezynfekujące i gojące. Ze względu na wybitne właściwości absorbcyjne stosowana jest w maseczkach oczyszczających do cery tłustej, zanieczyszczonej i trądzikowej.
Tak jak pisze producent- glinka zielona ma przede wszystkim właściwości dezynfekujące i gojące, a także absorbcyjne. Z tym wszystkim się zgodzę. Glinka ta jest jedną z najlepiej oczyszczających glinek, "wyciąga" wszystko na wierzch. Choć u mnie cudów nie zdziałała jeśli chodzi o poprawę stanu cery to jest bardzo przydatna w codziennej pielęgnacji. Zawsze to coś naturalnego, nie drogeryjne maski. Widocznie zmniejsza pory i matowi skórę na kilka dobrych godzin, mam wrażenie, że "wysysa" wszystkie zanieczyszczenia ze środka, za co oczywiście plus :). Zmiany ropne szybciej się goją przy stosowaniu glinki zielonej. Po jednorazowej "maseczce" skóra jest lepiej przygotowana na przyjęcie składników aktywnych z używanych przez nas kremów. Produkt jest bardzo wydajny i wystarcza naprawdę na długo, ja używam raz w tygodniu.
42g glinki zielonej to koszt 13,00pln (sklep internetowy).
Teraz mam ochotę jeszcze na glinkę białą.. A Wy lubicie glinki? Używacie? :)

niedziela, 16 lutego 2014

Ekspert od oczyszczania- rosyjskie mydło dziegciowe

Cześć!
Mycie twarzy to chyba podstawowa czynność. Do tego celu używamy różnych produktów: żeli, peelingów, pianek, mleczek mydeł.. Dziś chciałabym napisać o tym ostatnim, czyli jak polubiłam się z niepozornym rosyjskim mydłem dziegciowym.
Mydło dorzuciłam do zakupów po wygranej bonu na Rozdawajce, wybrałam wersję ekonomiczną- 4 kostki 100g. Podzieliłam się z kilkoma osobami.
Opakowanie ekonomiczne to zwykła folia, która skrywa 4 luźno spakowane mydełka. Szkoda, że każde z nich nie jest osobno zawinięte.. A mogłoby być z racji na okropny zapach! Naprawdę, to największa wada tego produktu. Na początku jest najbardziej intensywny, w trakcie używania już słabnie. Ale zaraz po otwarciu był nie do wytrzymania! Do tego stopnia, że u mnie wzbudzał reakcje wymiotne. Moja mama zaś mówi, że po użyciu "pachnę" jakbym dopiero skończyła palić papierosa.
Z innych rzeczy technicznych- mydełko jest ciemnobrązowe, z tłoczeniem widocznym na zdjęciach.
Informacje od producenta:
Żeby nie było, że tylko narzekam- przejdźmy do lepszych stron mydełka. A jest ich naprawdę wiele! Mimo wstrętnego zapachu pokochałam je, to chyba moje najlepsze mydło do tej pory.
Jest bardzo, bardzo wydajne, a przy tym tanie (opakowanie 4 kostek to koszt niecałych 20,00pln w sklepie Naturica, wychodzi 5,00pln za jedną sztukę). Nie wiem czy wiecie, ale trochę obawiam się mydeł. Mam cerę tłustą, łojotokową, trądzikową. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona.. Skóra jest idealnie oczyszczona, wszystkie zanieczyszczenia całego dnia "wyciągnięte", pory wyraźnie zmniejszone. Cera jest rozjaśniona, wygląda zdrowo. Do tego wygładzenie jest bardzo odczuwalne, nie mogę przestać dotykać buzi! Oczyszczenie jest tak dogłębne, że skóra aż "skrzypi", jest zmatowiona. Po tym opisie pewnie wiele z Was wywnioskuje, że mydło wysusza.. nic bardziej mylnego! Wysuszenie wystąpiło u mnie tylko przy bardzo niskiej temperaturze na zewnątrz. Poza tą sytuacją nie ma uczucia "ściągnięcia", a skóra jest świetnie przygotowana na przyjęcie kremu z aktywnymi składnikami. Dla cery suchej, normalnej, czy nawet mieszanej produkt może być za mocny, ale na mojej bardzo tłustej cerze sprawdza się genialnie. Mimo, że po ponad 2 miesiącach używania nie ma już takiego efektu "wow" jak za pierwszym razem (zapewne przywykłam do efektu, a skóra do kosmetyku), to i tak jestem bardzo zadowolona i oczyszczam twarz mydłem dziegciowym każdego wieczoru (rano do tego celu wybieram łagodne żele).

sobota, 15 lutego 2014

Płyn utrwalający fryzurę Marion

Dobry wieczór!
Jak dobrze mieć wolne piątki :). Tym sposobem dziś mam drugi dzień weekendu. Niestety u mnie już rozpoczyna się nauka.. ale będzie dobrze!

Przechodząc do tematów kosmetycznych- dziś na tapetę bierzemy płyn utrwalający fryzurę z Marion.
Opakowanie nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jest dość ładne. Nieprzekombinowane, plastikowe, półprzezroczyste (możemy więc kontrolować zużycie). Mieści 150ml produktu.
Jak to w takich produktach bywa- mamy do czynienia z atomizerem. Ten się nie zacina, działa sprawnie. Nie daje niestety efektu rozpylonej mgiełki, ale też nie leje strumieniem w jedno miejsce. Jest dobrze jak na taką półkę cenową (ok. 8,00pln).
Informacje od producenta:
A teraz najważniejsze, czyli działanie. Producent obiecuje, cytuję: "extra mocne utrwalenie". Jak jest w rzeczywistości?
Zacznę od tego, że nie układam na co dzień włosów i nie używam tego typu produktów. Jedynie przy jakiejś okazji. Z tym płynem trochę się to zmieniło, używam znacznie częściej. Najlepiej mi się sprawdza, gdy chcę okiełznać odstające kosmyki przy kitce. Spryskuję wtedy rękę i wygładzam fryzurę- efekt długo się utrzymuje. Często też na noc zaplatam wilgotne włosy w warkocz, rano po rozplątaniu mam lekkie fale. Wtedy spryskuję moją "fryzurę" płynem i o dziwo.. trzyma mi się pół dnia! Jestem w szoku, bo moje włosy są ciężkie i zazwyczaj od razu się prostują. Płyn może nie daje super ekstra utrwalenia, ale na pewno bardzo przyzwoite. Nie skleja i nie przesusza włosów, a do tego jest wydajny. Jestem z niego bardzo zadowolona, choć w ogóle nie spodziewałam się cudów :).

czwartek, 13 lutego 2014

Błyszczykowo- Shine Colour Softer

Cześć!
Dziś znowu powrót do kolorówki. I po raz kolejny błyszczyki! Nie wiem jak to się dzieje, bo przecież jestem "wyznawczynią" szminek, błyszczyki mnie zbytnio nie ruszają. Ale mam Wam do pokazania propozycję od Softer, czyli błyszczyki do ust Shine Colour.
Opakowania są plastikowe i solidne, nawet ładne. Jednak czekam na zmianę szaty graficznej, bo jestem bardzo ciekawa jak to będzie :).
Błyszczyki można szczelnie dokręcić i same się nie otworzą. Aplikator to cienka gąbeczka, która dobrze się sprawuje. Osobiście wolę właśnie gąbeczki niż pędzelki.
Posiadam dwa kolory: 01 i 06, generalnie dostępnych jest 6 odcieni.
Czas na efekty. Błyszczyki są prawie transparentne, posiadają jedynie delikatny kolor. Akurat dwa, które mam wyglądają niemal identycznie na ustach z tą różnicą, że 01 jest trochę bardziej różowy.
Oba wyglądają naturalnie, dają przepiękny efekt tafli na ustach. Na szczęście nie ma tu tandetnych, wielkich drobinek, usta wyglądają schudnie i po prostu ładnie. Błyszczyki nie podkreślają suchych skórek, nie wysuszają, ale też nie nawilżają. Utrzymują się ok. 1-2h na ustach, potem się ścierają. Ładnie też nabłyszczają położone na szminkę. Co dla mnie ważne- są lekkie i nie kleją się.
Można je dostać w cenie 9,99pln w Trendy Shop'ach, Drogeriach Stars oraz online tutaj.

środa, 12 lutego 2014

Maseczka oczyszczająco-wygładzająca do twarzy APIS

Cześć!
Sześciogodzinna przerwa między zajęciami to dobry czas na nadrobienie rzeczy blogowych.. haha, ale niestety przez późniejsze wykłady mam cały dzień rozwalony :(. Po powrocie czekają mnie ćwiczenia z fantastyczną Mel B, polecam każdemu!

A wracając do spraw kosmetycznych.. Dziś o maseczce błotnej do twarzy oczyszczająco-wygłądzającej z minerałami z Morza Martwego APIS.
Maseczka wpadła do koszyka po wygranej na Rozdawajce. Jest ona opakowana w kartonik z informacjami od producenta. Solidna, nieprzezroczysta, plastikowa tubka mieści 100ml produktu.
Opakowanie ma dodatkowe zabezpieczenie widoczne poniżej- możemy być pewni, że nikt wcześniej nie otwierał naszej maseczki! :)
Tubkę zamykamy na solidny zatrzask, a wydobywanie odbywa się przez niewielki otwór.
Maseczka ma zbitą konsystencję, brązowy kolor. Pachnie delikatnie i bardzo.. słodko! Jest to zapach przyjemny, nie byłam na to, szczerze mówiąc, przygotowana :D.
Informacje od producenta:
Produkt dobrze rozprowadza się na buzi. Dość szybko zastyga i tworzy suchą skorupkę, która ogranicza ruchy mimiczne :). Ja przetrzymuję maseczkę wg zaleceń producenta lub dłużej i nigdy nie zdarzyło mi się żadne podrażnienie czy przesuszenie. Posiadam cerę tłustą, trądzikową, więc kosmetyk miał pole do popisu! Jak sobie poradził?
Po użyciu skóra jest wygładzona i miękka, z przyjemnością się ją dotyka. Oczyszczenie oceniam jako dobre, ale nie spektakularne. Nie ma uczucia ściągnięcia, za co plus. Nie zauważyłam poprawy kondycji cery, ale na to nawet nie liczyłam ;). Pory są lekko zwężone, ale nie do końca tak jakbym chciała. Za to po użyciu ograniczone jest w pewnym stopniu wydzielanie sebum przez kilka godzin. Maseczka jest wydajna, na jej zmycie trzeba poświęcić trochę czasu (bywa oporna).
Podsumowując, maseczka nie jest zachwycająca, pełno jest podobnych, ale i tak ją polubiłam i z chęcią używam. Jej koszt to niewiele powyżej 20pln, np w sklepie Naturica.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Olejek orientalny Marion

Cześć!
Dziś recenzja produktu, od którego nie oczekiwałam zbyt wiele. A tak właściwie to nie wiedziałam czego się spodziewać. Mowa o olejku orientalnym z Marion (wzmocnienie włosów- kokos, tamanu).
Opakowanie jest naprawdę maleńkie. Plastikowa, przezroczysta buteleczka mieści 30ml produktu. Dużym plusem jest sprawna, higieniczna pompka, chwała producentowi za to! Bez niej byłoby kiepsko :). Ten sposób wydobywania jest wygodny i pozwala utrzymać opakowanie w czystości.
Olejek ma lejącą konsystencję, pachnie baaardzo przyjemnie! A jednocześnie delikatnie, wyczuwam nuty kokosu. Kilka kropel potrzeba na jedno użycie, więc kosmetyk jest wydajny.
A co myślę o jego działaniu? Olejku można używać na dwa sposoby: na mokre włosy (w celu ich nawilżenia, zmiękczenia, odżywienia) lub suche (w celu nabłyszczenia i wygładzenia). Ja stosuję go po każdym myciu włosów, kiedy są jeszcze wilgotne. Mam włosy przetłuszczające się i u mnie nakładanie na całą długość skutkuje obciążeniem. Nie można też przesadzić z ilością. Ale uwielbiam używać olejku na końcówki- dosłownie kilka kropel. Nie wiedziałam, że po zwykłym olejku drogeryjnym może być taka różnica! Co prawda nie odnotowałam odżywienia, czy regeneracji włosów (choć moje włosy nie są zniszczone), ale widać, a raczej CZUĆ różnicę. Końcówki są tak mięciutkie, że mam ochotę cały czas je dotykać :). Do tego są wygładzone i nabłyszczone. Nie znam dokładnej ceny tego specyfiku, ale zakładam, że poniżej 10pln, bo Marion ma kosmetyki w bardzo przystępnych cenach.
Lubicie olejki do włosów?

niedziela, 9 lutego 2014

Musztarda na paznokciach..

Cześć!
Jutro już zaczynam nowy semestr.. i koniec błogiego kilkudniowego lenistwa :(. Dlatego dziś na rozweselenie paznokciowo:).
Lakiery Softer już dobrze znacie z mojego bloga, prezentowałam już kilka kolorów, a pełna recenzja znajduje się TUTAJ.
Dziś przedstawiam Wam odcień nr 23, czyli typowa musztarda, która w świetle wygląda trochę bardziej pomarańczowo :). Na paznokciach mam 2 warstwy i widać lekkie prześwity, można by było dołożyć jeszcze jedną.
Lakiery dostępne są w cenie 6,99pln w Drogeriach Stars, Trendy Shop'ach oraz online (klik).
Jak Wam się podoba?