wtorek, 29 kwietnia 2014

Makijaż mineralny i.. wyniki rozdania po raz trzeci

Cześć!
Przepraszam Was za moją nieobecność. Niby tydzień to nie tak dużo, ale przywykłam do codziennego bywania w blogsferze.. Jednak są rzeczy ważne i ważniejsze, a teraz zaczyna się gorący okres na uczelni i muszę się przyłożyć, bo inaczej cienko widzę moją karierę kosmetologa :).

Niestety druga zwyciężczyni już zapomnianego rozdania się nie zgłosiła.. Byłam zmuszona wylosować trzecią. Nie będę tego robiła w nieskończoność- jeśli zwyciężczyni nie zgłosi się do niedzieli do północy, to po prostu rozdam kosmetyki przypadkowej osobie :). A maszyna losująca wybrała..
Gratuluję! I czekam na Twoje dane: olasurowiak@gmail.com

Tymczasem po raz kolejny makijażowo. Wybaczcie, ale nie mogłam się powstrzymać! A wszystko za sprawą jednego cienia..
Większość produktów to kosmetyki mineralne La Rosa. Wszystkie pędzle, których użyłam pochodzą z tej firmy, jednak o nich będzie osobno na blogu. Na twarzy mam podkład mineralny La Rosa w odcieniu Ivory (tutaj), puder sypki Manhattan, pod oczami korektor rozświetlający z Paese oraz róż mineralny La Rosa w odcieniu Peach (tutaj).
Jeśli chodzi o oczy to główną rolę gra cień mineralny La Rosa w odcieniu Olivine (tutaj), który w zasadzie jest ciemnobrązowy, ale przepięknie mieni się na turkusowo! Nie jestem pewna czy to widać na zdjęciach, ale jest to naprawdę efektowne, cień jest naprawdę genialny i podbił moje serce. Nałożyłam go na mokro i w ten sposób zyskał na intensywności. W wewnętrznym kąciku odcień Opal tej samej firmy (tutaj). W załamaniu matowy brąz z paletki Sleek Oh So Special. Cieniutką kreskę na górnej powiece oraz dolną linię rzęs zaznaczyłam cieniem mineralnym La Rosa w odcieniu Carbon (tutaj), ponownie- nakładany na mokro. Biała kredka na dolnej linii wodnej pochodzi z szafy Essence, a tusz to mój ulubieniec- Eveline. Na brwiach mam czarną hennę, więc proszę się nie sugerować :). Delikatna różowa pomadka pochodzi z Oriflame.
Jestem pod wrażeniem, że w zasadzie jeden cień potrafi stworzyć tak ciekawy efekt. Jak Wam się podoba?
Poniżej jeszcze zdjęcia z lampą.
Lecę czytać Wasze blogi, dobrej nocy!

sobota, 19 kwietnia 2014

Zielony makijaż..

Heja!
Na dziś mam dla Was makijaż. Mocniejszy, utrzymany w odcieniach zieleni, ale bez kreski eyelinerem- nowość u mnie :). 
Twarz zrobiłam tak jak zwykle, a jeśli chodzi o cienie to główną rolę gra zielone duo Miss Sporty z drogerii Epiekna24. Recenzja niebawem. W wewnętrznych kącikach bardzo delikatnie cień Astor z ostatniego posta, a na ustach błyszczyk recenzowany przeze mnie tutaj.
Po raz kolejny przekonałam się, że zielenie na powiekach nie są dla mnie. Mam zielone oczy i jak dla mnie nie wygląda to dobrze- zwyczajnie mi nie pasuje :). A Wy jak myślicie?
Korzystając z okazji, życzę Wam wszystkim wesołych i spokojnych Świąt Wielkanocnych! :*

piątek, 18 kwietnia 2014

Cień do powiek Astor i.. ponowne wyniki rozdania!

Cześć!
Już jestem w domu, jak pewnie większość studentów :). Czas spędzam bardzo intensywnie, wiadomo- sprzątanie, świąteczne obowiązki, zdjęcia. Jednak postanowiłam w przerwie wpaść z recenzją i (niestety) ponownymi wynikami rozdania, mam nadzieję, że tym razem zwyciężczyni się zgłosi do mnie..

Nie przedłużając- dziś o pojedynczym cieniu do powiek Astor z drogerii internetowej Epiekna24.
Opakowanie jest proste i schludne. Wytrzymało już kilka upadków, więc plus także za wytrzymałość :).
Plastikowe pudełeczko zamykamy na "klik" i nie ma szans, by samo się otworzyło.

Informacje od producenta:
Posiadam odcień 850- Inca Gold. Producent wskazuje, że będzie on odpowiedni dla oczu brązowych, zielonych i piwnych.

W zestawie znajduje się mała pacynka, którą na upartego można się posługiwać. Jednak dla mnie jest to nieporęczne, zdecydowanie bardziej wolę większe pędzle :).
Przejdźmy do samego cienia. Ma na sobie ładne tłoczenie i jest iście złoty! Piękny, jasny kolor, który dobrze radzi sobie z rozświetleniem dzięki obecności wielu maleńkich drobinek. Cień jest dość twardy i lubi się pylić, ale na powiece się nie osypuje. Używam go praktycznie codziennie i wygląda bardzo naturalnie. Plusem jest fakt, że efekt można stopniować- jeśli nałożymy go więcej, możemy stworzyć bardziej wyrazisty makijaż. Jednak niektórym może przeszkadzać, że produkt nie jest jakoś genialnie napigmentowany- pigmentację określiłabym jako średnią. Z pewnością będzie idealny dla początkujących, bo bardzo łatwo się rozciera i nie można sobie nim narobić plam. Przepięknie prezentuje się na powiece, na bazie utrzymuje się calutki dzień/noc. Na co dzień używam go bez bazy i na moich tłustych powiekach się nie roluje i nie wchodzi w załamania, za co ogromny plus! Wytrzymuje spokojnie cały dzień, choć wiadomo- pod koniec już nie jest tak intensywny.
Cień w akcji mogliście zobaczyć w tym poście. Jego koszt to 4,65pln tutaj.

_____________

Tak jak wspominałam- poprzednia zwyciężczyni się nie zgłosiła, więc byłam zmuszona wylosować drugą! Mam nadzieję, że nie będę musiała tego robić po raz trzeci. A wygrywa..
Gratuluję! Czekam do wtorku do północy na Twoje dane: olasurowiak@gmail.com.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Marion SPA- profesjonalna mikrodermabrazja

Cześć!
W ostatnim poście wspominałam o maseczce-peeligu, który producent porównuje do zabiegu mikrodermabrazji. Dziś nadal zostajemy w tym temacie.. Przed Wami profesjonalna mikrodermabrazja delikatnie złuszczająca firmy Marion.
Produkt znajduje się w ładnej saszetce podzielonej na trzy części: peeling, serum i maskę.
Informacje od producenta:
Od razu zaznaczę, że sama produktu nie używałam, gdyż nie jest przeznaczony dla mojej cery. Stwierdziłam, że to niezbyt dobry pomysł stosować na moją tłustą skórę coś, co jest przeznaczone dla skóry suchej i normalnej ;). Jestem bardzo ostrożna w tym temacie.
Krótko i na temat: wszystkie trzy "kroki" (peeling, serum i maska) mają przyjemny zapach. I po raz kolejny- nazywanie kosmetyku profesjonalną mikrodermabrazją jest raczej na wyrost.. Działanie jest delikatnie złuszczające, u Testerki nie wystąpiły podrażnienia ani uczulenie. Po całym "zabiegu" skóra jest bardzo gładka, miękka, nawilżona i przyjemna w dotyku. Jednak jest to rzecz raczej do typowego "domowego spa", ponieważ twarz później może się świecić, a podkład rolować
Taka przyjemność kosztuje nas 2,99pln, czyli bardzo niewiele. Koleżanka poleca przede wszystkim posiadaczkom cery suchej- profesjonalna mikrodermabrazja to nie jest, ale bardzo fajne działanie lekko złuszczające, wygładzające i nawilżające :).

piątek, 11 kwietnia 2014

Maseczka-Peeling K+K Fitomed

Hej, hej!
Weekend czas zacząć :). Żeby jednak nie było tak kolorowo to oczywiście czeka mnie trochę nauki. 

Przejdźmy do tematów kosmetycznych. W denku marcowym pokazywałam Wam maseczkę-peeling K+K z Fitomed, dziś przyszedł czas na jej recenzję. Trochę zwlekałam i trzymałam ją do ostatniego momentu, bo nie wiem do końca czy jestem na tak, czy na nie..
Opakowanie to szklany słoiczek, szczelnie zakręcany i mieszczący 50ml. Tyle produktu musimy zużyć w 3 miesiące, co jest nie lada wyzwaniem ze względu na wydajność. Ja końcówkę musiałam już wyrzucić, nigdy nie ryzykuję z "przeterminowanymi" produktami ;).
Kosmetyk dodatkowo zabezpieczony jest plastikową osłonką. Dzięki temu nic się nie wylewa, nie wydostaje na zewnątrz, a opakowanie pozostaje przez cały czas czyste.
Maseczkę-peeling wydobywamy rękoma, ma ona konsystencję raczej żelową. Kolor dobrze widać na zdjęciach. Zapach nie jest agresywny, ale mi nie przypadł do gustu. Produkt ma w sobie pełno niewidocznych drobinek korundu.

Informacje od producenta:
Jestem posiadaczką cery tłustej, więc stosowałam kosmetyk raz w tygodniu- według zaleceń producenta. Później jednak zwiększyłam częstotliwość do 2x w tygodniu i nie wystąpiły żadne podrażnienia. Przy aplikacji koniecznie trzeba omijać okolice oczu. Po pierwszym nałożeniu lekko piekły mnie oczy (mimo, że produkt nie miał z nimi styczności), przy kolejnych razach już wszystko wróciło do normy. Po ok. 3 minutach należy rozmasować kosmetyk na twarzy, wtedy wyczuwalne jest działanie peelingujące. Jakie są moje odczucia po 3 miesiącach stosowania? Na pewno widoczne jest wygładzenie skóry. Jest ona przygotowana na przyjęcie składników aktywnych kremu. Pory są lekko zwężone, ale nie do końca tak jak oczekiwałam. Nie zauważyłam zmniejszenia ilości zaskórników, za to twarz jest delikatnie rozjaśniona i lepiej oczyszczona. Producent porównuje maseczkę-peeling K+K do zabiegu mikrodermabrazji- nie byłam nigdy na takim zabiegu, ale sama go wykonywałam na kimś innym i raczej się nie zgodzę :). Działanie jest bardzo podobne do mocnego peelingu, ale w tym przypadku nie podrażniamy skóry przez tarcie, wszystko odbywa się delikatniej. 
Jak widać mam mieszane odczucia co do tego produktu, aczkolwiek w internecie czytałam wiele pochwał. Jeśli sami chcecie wypróbować działanie to możecie go dostać m.in. TUTAJ w cenie 27,00pln.

środa, 9 kwietnia 2014

Mięta idealna- Softer Crazy Colours nr 25

Cześć!
W ostatnim poście mogliście zauważyć moje paznokcie i kilka osób zwróciło uwagę na lakier. Postanowiłam poświęcić mu dziś 5min :).
Lakier to oczywiście Softer Crazy Colours o numerku 25. Pełna recenzja TUTAJ.
To naprawdę śliczna, pastelowa miętka, idealna na wiosnę. Na pewno będę po nią często sięgać w najbliższym czasie. Do pełnego krycia potrzebujemy 2 warstw.
Lakiery z tej serii znajdziecie w cenie 6,99pln w Trendy Shop'ach, Drogeriach Stars, online.
Lubicie takie kolory na paznokciach?

___________________

No i tak jak obiecywałam, wyniki mini rozdania! Nie przedłużając, wygrywa..
Gratuluję Kochana! :) Czekam na Twoje dane (olasurowiak@gmail.com) do 13.04.2014 do północy, następnie losuję nowego zwycięzcę.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Błyszczyk do ust Natural Butter Sally Hansen

Cześć!
Uff, miałam jak zwykle mało czasu z uwagi na pobyt w domu :). Ale obiecuję, że jutro będą wyniki rozdania! Tymczasem kilka słów o produkcie, który pozytywnie mnie zaskoczył. Mowa o błyszczyku do ust Natural Butter z Sally Hansen, który pochodzi z drogerii internetowej Epiekna24.
Opakowanie jest plastikowe, solidnie zakręcane i raczej nie wyróżnia się pod względem wyglądu. Choć podoba mi się ta górna, zielona część, która nawiązuje chyba do liści :).
Aplikator jest w formie pędzelka. Szczerze mówiąc, zawsze miałam błyszczyki z gąbeczkami, ale ten drugi sposób również mi pasuje. Szybko i sprawnie możemy nałożyć produkt na usta, nie trzeba nawet do tego lusterka. Konsystencja kosmetyku jest dość gęsta i kleista, ale dzięki temu lepiej trzyma się ust i nie znika od razu. 
Mój odcień to "Pulp", aczkolwiek po nałożeniu jest prawie bezbarwny, jedynie lekko podbija naturalny kolor ust. Błyszczyk przepięęęknie pachnie, cukierkowo i słodko! 
"Błyszczyk do ust składający się aż z 94% naturalnych składników. Błyszczyk zawiera witaminę E i pielęgnacyjne ekstrakty roślinne, które nawilżają i odżywiają usta. Zawiera także antyoksydanty, które pomagają zachować zdrowy wygląd ust. Błyszczyk nadaje ustom lekki kolor i delikatny, naturalny połysk. Może być aplikowany na czyste usta tak jak i na szminkę. Nakładanie jest ułatwione dzięki aplikatorowi w formie pędzelka. Każdy błyszczyk bardzo świeżo pachnie, dlatego jego aplikacja to czysta przyjemność. Dzięki naturalnemu składowi błyszczyki tej serii nie uczulają, nie podrażniają, są odpowiednie dla kobiet z bardzo wrażliwą cerą."
Każdy kto mnie zna wie, że nie przepadam za błyszczykami. Jestem raczej maniaczką różnokolorowych szminek i ostatnio coraz bardziej z nimi eksperymentuję. Więc jak możecie się domyślać- do produktu Sally Hansen byłam dość sceptycznie nastawiona. Ale użyłam raz i.. spodobało mi się! W przeciągu ostatnich 2 tygodni używałam go prawie codziennie. Jest dobry na "szybkie wyjścia", bo nie trzeba się przykładać przy jego aplikacji. Wystarczy szybkie "machnięcie" pędzelkiem, bez użycia lusterka. Tak jak wspominałam, nadaje ustom lekki, prawie niewidoczny kolor. Jednak pozostawia na nich piękną taflę, przez co optycznie je powiększa i dodaje blasku. Takie niby nic, ale zwraca uwagę, powiedzmy, że to taki "efekt mokrych ust" :). Nie wysusza, ale nie zauważyłam też nawilżenia (jednak nie oczekuję tego od kosmetyków kolorowych. Jedynymi minusami mogą być dostępność (nie widziałam nigdzie stacjonarnie) i trwałość (żadnego jedzenia na pewno nie przeżyje, poza tym to ok. 1,5-2h). Co do tego pierwszego, to błyszczyk możecie znaleźć w cenie 5,50pln TUTAJ.
TUTAJ możecie zobaczyć błyszczyk w "akcji" :).

Buziaki!

piątek, 4 kwietnia 2014

Spotkanie blogerek urodowych we Wrocławiu 29.03.2014

Cześć!
Piszę do Was już z domu :). Jak wiecie (lub też nie) prawie tydzień temu miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu blogerek urodowych we Wrocławiu. Poznałam wiele wspaniałych dziewczyn, niektóre kojarzyłam już z wcześniejszego spotkania :). Zebrałyśmy się wszystkie w Grand Cafe, a za organizację były odpowiedzialne: Dagmara i Dominika.
Lista uczestniczek:
Na początku Pani z marokosklep przedstawiła nam produkty, jakie oferuje firma. Każda z nas miała możliwość powąchania i sprawdzenia na własnej skórze konsystencji kosmetyków.
Był też czas na.. nasze pyszne koktajle bezalkoholowe! Jeśli będziecie w Grand Cafe na Grunwaldzie to najbardziej polecam Tropical Punch <3.
Następna prezentacja to Pan Jacek z Futurosa. Trzeba przyznać, że zna się na rzeczy! 
Firma ma szeroką gamę produktów: odżywki i lakiery do paznokci, pędzle, cienie, woski, itd..
Kiedy Pan Jacek pozwolił nam wybrać sobie po jednym cieniu lub lakierze, wszystkie otoczyłyśmy stoliki :D.
Ostatnią już prezentacją była prezentacja Pani Żanety ze SWITPharm :). Wąchałyśmy skarpetki i rękawiczki nawilżające oraz inne pielęgnacyjne produkty!
Całość wypełniona była rozmowami, śmiechem i dobrym piciem (czego o jedzeniu powiedzieć nie mogę :P).
Miałyśmy też swój własny tort! Był przepiękny, aż szkoda było kroić :).
Na koniec przyszła pora na upominki.
Dziękujemy wszystkim sponsorom spotkania:
Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja się spotkać, bo było naprawdę fajnie! :)