niedziela, 31 sierpnia 2014

Projekt denko- sierpień

Uwaga, uwaga, historyczna chwila! Po raz pierwszy w mojej blogowej "karierze", denko dodaję terminowo, w ostatni dzień miesiąca! Niebywałe i trzeba zapisać w komentarzu :D. Myślałam że będzie tego malutko, ale ostatecznie nie wyszło najgorzej. Zapraszam!
W sierpniu zużyłam:
1. Eveline Cosmetics Just Epil ultradelikatny nawilżający krem do depilacji 9w1- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: nie
2. Under Twenty ANTI ACNE! fluid matujący- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: może
3. Tołpa Botanic, Amarantus nawilżający krem matujący- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: tak
4. Be Beauty zmywacz do paznokci- w połowie opakowania pompka się zepsuła.. ogólnie jest przeciętny, gorszy od Isany. Czy kupię ponownie: nie
5. Sylveco regenerujący krem do rąk- wyrzuciłam prawie pełny, bo mimo dobrej daty ważności po prostu.. zepsuł się. Do tego zapach (czyt. smród) mnie zniechęcił. Czy kupię ponownie: nie
6. Nivea Invisible antyperspirant- jest OK, choć plamy i tak zostawia. Czy kupię ponownie: może
7. Bielenda masełko do ust (soczysta malina)- pachnie pięknie, ale bubel jakich mało! W ogóle nie przypomina masełka konsystencją ani działaniem. Raczej kiepskiej jakości błyszczyk.. Czy kupię ponownie: nie
8. The Body Shop Wild Argan Oil masło do ciała- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: może
9. Oeparol Everyday pomadka ochronna- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: nie
10. Femi krem fitness dla odchudzających się- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: nie (cena mnie przytłacza)
11. Revitalash Advanced odżywka do rzęs- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: może (jak rozbiję bank)
12. Mythos mleczko do ciała- miniaturka, całkiem fajne nawilżenie! Byłam zadowolona. Czy kupię ponownie: może
13. Mythos żel pod prysznic- kolejna miniaturka, też niezła, ale wolę tańsze i powszechnie dostępne opcje. Czy kupię ponownie: nie
14. E-naturalne krem pod oczy 20+ odżywczo-nawilżający- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: tak
15. Under Twenty 2w1 aktywny korektor punktowy i maskujący fluid punktowy- recenzja: TUTAJ. Czy kupię ponownie: nie

sobota, 30 sierpnia 2014

Amazing Lashes Mascara z Dr Irena Eris Provoke

Uwielbiam tusze do rzęs. Zapewne wynika to z faktu, że naturalnie mam słabe i marne rzęsy. Dlatego uwielbiam je podkreślać, udoskonalać i trochę oszukiwać naturę. Stąd moje zamiłowanie do nowości w tej kategorii. Są produkty lepsze i gorsze, a jaki okaże się osobnik z dzisiejszego wpisu? Przekonajmy się! Mowa o tuszu do rzęs Amazing Lashes Mascara z Dr Irena Eris PROVOKE.
Metaliczny kartonik pięknie prezentuje się w słońcu. Zawiera najważniejsze informacje na temat produktu.
Samo opakowanie nie jest powalająco piękne, ale ciężko tego wymagać od tuszu do rzęs ;). Prezentuje się prosto, elegancko. Za pojemność 10ml zapłacimy 69,00pln, czyli jak dla mnie bardzo dużo.
Opakowanie jest szczelnie zakręcane, nadaje się na wszelkie podróże, przeżyło już z powodzeniem niejeden upadek- kosmetyki (i nie tylko) mają ze mną ciężkie życie.. :).
Tusz jest w kolorze czarnym, prawdziwie czarnym. Nie jest wyblakły, czy szarawy.
A teraz część, która bardzo mi się spodobała- silikonowa szczotka! Wygląda bardzo obiecująco, prawda? Nie wiem jak Wy, ale ja najbardziej lubię tusze z taką właśnie końcówką, pozwala mi najwygodniej i najlepiej rozczesać rzęsy. Szczoteczka nabiera odpowiednią ilość produktu, nie trzeba jej dodatkowo wycierać, dodatkowo jest elastyczna i dopasowuje się do oka.
Informacje od producenta:
A teraz to co pewnie wszystkich interesuje, czyli efekt końcowy. Tuszu użyłam w konkursowym makijażu (KLIK), wtedy był bardzo mokry, rzadki i baaardzo posklejał mi rzęsy (wtedy miałam je w bardzo dobrej kondycji). Dałam mu trochę czasu i konsystencja się zmieniła. Tusz wygodnie rozprowadza się na rzęsach i jak już wspominałam jest intensywnie czarny. Wyraźnie wydłuża i lekko podkręca, ale efekt pogrubienia jest niewielki. Tak naprawdę pierwsza warstwa daje mizerny efekt, dopiero druga jest w porządku. Na pewno przy pomocy tego tuszu nie uzyskamy pięknych "firanek", Amazing Lashes Mascara nadaje delikatny i codzienny wygląd. Pomimo minionego czasu, ma tendencję do sklejania rzęs (choć nie w takim stopniu jak na początku, teraz moje rzęsy są w słabszej kondycji). Jednak jest rzecz, za którą bardzo cenię ten kosmetyk- jest nie do zdarcia. Dosłownie. Nie osypuje się, nie kruszy w ciągu dnia, nie odbija na powiece, pozostaje na rzęsach aż do demakijażu. Jest to najbardziej wodoodporny tusz z jakim miałam do czynienia w swoim krótkim życiu- nic go nie ruszy! Jest tak trwały, że bardzo ciężko go zmyć, najlepiej robić to dwufazowym płynem lub olejkiem, a i tak stawia opór.

Poniżej: bez niczego, jedna warstwa, dwie warstwy.
Na podsumowanie napiszę, że według mnie jest to tusz o przeciętnych właściwościach, na pewno nie jest wart aż tylu pieniędzy. Jeśli jednak szukacie czegoś w 100% wodoodpornego i trwałego, to jest to najlepszy kandydat.

piątek, 29 sierpnia 2014

Naturalna pielęgnacja: krem pod oczy 20+ odżywczo-nawilżający z e-naturalne

Skóra pod oczami jest niezwykle cienka i wrażliwa, potrzebuje zatem dobrej pielęgnacji. Niestety nie każdy zdaje sobie sprawę jak jest to ważne i to niezależnie od tego czy masz 18, czy 30 lat. Dziś chciałabym Wam przedstawić produkt zdecydowanie godny polecenia. Jest nim krem pod oczy 20+ odżywczo-nawilżający z e-naturalne.
Gdy mamy już dość wszechobecnych reklam, obietnic, cudów i innych fajerwerków, często szukamy czegoś naturalnego. Dzisiejszy krem jest taką propozycją. Na zdjęciach możecie zobaczyć cały "zestaw małego chomika", który kosztuje jedynie 12,90pln. Po zmieszaniu powstaje 15g kremu wystarczającego na 1,5 miesiąca (przy używaniu 2x dziennie). 
Skład zestawu odpowiedni do przygotowania 15 g kremu:
1) FAZA A:
- Olej ze słodkich migdałów nierafinowany – 1,5 g
- Olej z orzecha laskowego – 1,5 g
- Cosmedia – 0,4 g

2) FAZA B:
- Konserwant naturalny – 0,1 g
- Woda – 10 g - niezawarta w zestawie

3) FAZA C:
- Hydromanil - 0,6 g
- Kwas hialuronowy 1% - 0,6 g
- Witamina E - 0,3 g

Dodatkowo:
- Naklejka
- Pipetka
- Szpatułka
- Słoiczek 15 ml na krem.

Ilość wszystkich składników zestawu jest dokładnie odmierzona. Zestaw nie zawiera wody.

Dodatkowe elementy niezawarte w zestawie:
- Woda demineralizowana (destylowana): 10 ml – odmierzyć załączoną pipetą.

Wykonanie serum:
1. Sprawdzenie kompletności otrzymanego zestawu oraz przygotowanie dodatkowych składników (woda demineralizowana/destylowana).
2. Przygotowanie stanowiska pracy z zachowaniem podstawowych zasad higieny.
3. Przygotowujemy 2 naczynia (zlewki, szklanki) na poszczególne fazy A i B.
4. Do pierwszej zlewki wlewamy składniki FAZY A a do drugiej składniki FAZY B. Zawartość zlewki z FAZĄ B delikatnie podgrzewamy np. w łaźni wodnej lub pod strumieniem ciepłej wody, mieszając do rozpuszczenia się konserwantu. (temp. nie wyższa niż 40 st. C)
5. Następnie wodę z rozpuszczonym konserwantem wlewamy do zlewki z FAZĄ A po czym całość intensywnie mieszamy do połączenia się składników i otrzymania jednolitego kremu. Do połączenia składników wystarczy użyć szpatułki drewnianej zawartej w zestawie. Nie ma konieczności używania mieszadeł.
6. Do otrzymanego kremu dodajemy po kolei składniki z FAZY C pamiętając, aby po każdym dodaniu składnika całość dokładnie wymieszać.
7. Krem przekładamy do słoiczka.
8. Krem jest gotowy do użycia.

Przechowywanie:
Serum można przechowywać w temperaturze pokojowej do 21 °C, zalecane jednak w lodówce.

Termin ważności:
6 miesięcy.

Opakowanie kosmetyku jest plastikowe, białe i dobrze wykonane, w formie zwykłego słoiczka. Naklejka jest ciut za duża, ale to już niewielki problem.
Gotowy krem ma białą barwę i jest bezwonny. Ma bardzo lekką konsystencję, ale po zetknięciu ze skórą staje się bardziej treściwy, bezproblemowo się rozprowadza.
Przeznaczony w szczególności dla młodej cery. Rozświetla, przywraca blask i wypoczęte spojrzenie. Delikatna i aksamitna konsystencja zapewnia wysoki poziom nawilżenia i zabezpiecza skórę przed utratą elastyczności. Szczególnie dobrane składniki aktywne, działają nawilżająco, wygładzająco, odżywczo oraz poprawiają mikrokrążenie.
Samo wykonanie takiego kremu jest dziecinnie proste. Wystarczy podążać za instrukcjami na stronie, które wkleiłam na samym początku. Poszczególne składniki są dokładnie odmierzone, oprócz wody, niezawartej w zestawie. Akurat posiadam wodę destylowaną w domu, dodałam ją za pomocą wygodnej pipety. 

Jeśli chodzi o działanie, jestem równie zadowolona. Kremu używałam nie tylko pod oczy, ale też na powieki. Skóra jest bardzo dobrze nawilżona, napięta. Produkt nie pozwala na jakiekolwiek przesuszenie (a mam z tym duży problem), w przypadku różnych podrażnień przynosi ulgę. Wchłania się w ciągu kilku minut, nie pozostawia tłustej warstwy, ale daje uczucie gładkości. Nadaje się pod makijaż i dzięki niemu moje okolice pod oczami są zadbane. Krem świetnie spisywał się podczas upałów, jednak nie jestem pewna jak poradziłby sobie w zimie ze względu na moje bardzo duże skłonności do przesuszania. Nie wystąpiło u mnie żadne podrażnienie produktem ani alergia.

Dlaczego polecam ten krem? Otóż nie tylko dlatego, że działa i jestem z niego zadowolona. Przede wszystkim jest pozbawiony całej drogeryjnej chemii. Sami tworzymy sobie kosmetyk, widzimy jak powstaje, co wchodzi w jego skład i w jakich proporcjach. Jest to takie "wiem co jem" w wersji kosmetycznej, jeśli wiecie o co mi chodzi :). Produkt zawiera olej ze słodkich migdałów (nierafinowany), który ma działanie nawilżające, regenerujące i przeciwzmarszczkowe, posiada też witaminy A, B2, E, D. Olej z orzecha laskowego ma działanie tonizujące, odżywcze, wzmacnia również ściany naczyń krwionośnych. Hydromanil jest silnie nawilżający (naturalny ekstrakt roślinny). Kwas hialuronowy zna chyba każdy, jest świetnym nawilżaczem, wiąże wodę w naskórku, poprawia elastyczność skóry. Witamina E zwana jest witaminą młodości, to mówi samo za siebie. Oprócz tych składników dodajemy jedynie wodę demineralizowaną, cosmedia oraz konserwant naturalny. Można? Można! Polecam gorąco, każdy powinien choćby z ciekawości zabawić się w małego chemika (nie ma niebezpieczeństwa wybuchu!) i spróbować naturalnej pielęgnacji.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Oczyszczanie 3w1: żel myjący + peeling + maska Lirene

Czy Was też tak dobija pogoda za oknem? Nie zdążyłam nacieszyć się upałami, uwielbiam wysokie temperatury.. A tutaj końcem lata mamy zimną, deszczową jesień :(. Jednak jak każda rasowa kosmetykoholiczka osładzam sobie humor.. zakupami! :D Już niedługo zaprezentuję Wam moje nowe nabytki, swą kolorystyką przywołujące z powrotem lato.
Tymczasem dzisiaj przyszła pora na recenzję produktu z armii Lirene, który zasili szeregi zużyć wrześniowych, ponieważ powoli zbliżam się ku końcowi. Dziś biorę na tapetę oczyszczanie 3w1: żel myjący + peeling + maska z serii Wybielanie.
Plastikowa tubka ma prostą, ale bardzo ładną szatę graficzną. Przemawia ona do mnie i pasuje do całej serii. Koszt produktu to ok. 17,00pln/200ml, w zależności od drogerii. Wydajność oceniam jako bardzo dobrą.
Widoczne na zdjęciach wgłębienie bardzo ułatwia otwieranie nawet mokrymi rękami.
Wydobycie kosmetyku również nie stanowi problemu- możemy z łatwością to zrobić przez niewielki otwór.
Jak widać poniżej, produkt ma gęstą i zwartą konsystencję oraz biały kolor. Zapach jest podobny do zapachu toniku z tej samej serii, ale w tym przypadku kojarzy mi się trochę z wonią.. pasty do zębów! :)
Informacje od producenta:
Powiem szczerze, że na początku miałam bardzo mieszane uczucia co do tego produktu. Używa się go przyjemnie, nie ma problemów z rozsmarowaniem na twarzy mimo zbitej konsystencji. Ma wiele drobinek, ale należy raczej do łagodnych "zdzieraków" w odczuciu. Zawarte drobinki nie podrażniają nawet wrażliwej skóry. Po użyciu skóra jest jest oczyszczona, gładka i rozjaśniona. Rozjaśnia się cała twarz, wygląda zdrowo, ale nie rozjaśniają się przebarwienia. Oczyszczenie nie jest tak dogłębne jak przy mocniejszych peelingach, ten produkt jest w swoim działaniu dość przeciętny. Już na drugim miejscu w składzie znajdziemy parafinę i na początku miałam wrażenie, że pogarsza się stan mojej cery. Jednak na szczęście powód okazał się inny, tutaj mi nie szkodzi, choć podchodzę do niej z dystansem. Próbowałam używać kosmetyku również jako maskę, ale działanie okazało się bardzo podobne.
Podsumowując, za taką cenę liczyłabym jednak na coś więcej. Produkt nie jest zły, ale też nie zachwycił mnie szczególnie, na pewno zużyję do końca, ale raczej nie wrócę ponownie :).

środa, 27 sierpnia 2014

Makijaż- pawie oko

Od godziny 21:50 pisałam dla Was recenzję, po jej skończeniu pomyślałam sobie.. że wcale nie mam ochoty dziś jej dodawać, opublikuję wreszcie poniedziałkowy makijaż! Ach, te baby.. :D
Makijaż dedykuję mojej Przyjaciółce (buziaki Kinga! :*), która była do niego inspiracją. W sobotę zaczęła się mazać moimi cieniami i stworzyła połączenie kolorów widoczne na zdjęciach, które nazwała "pawie oko" :). Postanowiłam to odtworzyć i dodać coś od siebie (czyt. kreskę), nie jest idealnie, ale chyba też nie najgorzej?
Użyłam:

  • Under20 fluid matujący (02 naturalny)
  • Paese korektor rozświetlający pod oczy
  • Catrice Camouflage Cream (020 Light Beige)
  • Catrice zestaw do stylizacji brwi
  • Manhattan sypki puder matujący (natural)
  • W7 Honolulu bronzer
  • Eveline Mega Size Lashes tusz do rzęs
  • Eveline SOS Lash Booster
  • Dr Irena Eris PROVOKE baza pod cienie
  • Wibo eyeliner (czarny)
  • Sleek Oh So Special paleta cieni
  • Technic palety cieni (fiolety i metaliczne)
  • Glazel Visage poczwórne cienie
  • Rimmel by Kate pomadka matowa (101)


  • Poniżej dokładne użyte odcienie.
    PS: Nie, nie mam za ciemnego podkładu, bronzer też źle wygląda i nie farbowałam włosów.. No cóż, może kiedyś dojdę do tego jak dobrze odwzorować makijaż na zdjęciu :D.

    wtorek, 26 sierpnia 2014

    Ultradelikatny nawilżający krem do depilacji 9w1 Eveline Cosmetics

    Moja historia z kremami do depilacji jest bardzo burzliwa. Ciągłe nadzieje przeplatające się z licznymi porażkami. Faktem jest, że 90% tego typu produktów dostępnych na rynku zwyczajnie mnie uczula, co równa się całkowitej dyskwalifikacji. Dlatego zawsze jestem dość surowa w ich ocenach.. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć trochę o ultradelikatnym nawilżającym kremie do depilacji nóg 9w1 Eveline. Czy tym razem będzie bolało? Sukces, czy może kolejna porażka? Przekonajmy się..
    Po otwarciu kartonowego pudełka naszym oczom ukazuje się sporej wielkości plastikowa tubka, mieszcząca 125ml produktu. Taka pojemność kosztuje w granicach 11,00pln. Według mnie to sporo, zważając na kiepską wydajność. Jedno opakowanie wystarczyło mi na całe nogi oraz przedramiona (chciałam przetestować zarówno na włoskach mocnych, jak i tych słabszych), po czym trafiło do "denkowej" torby.
    W zestawie otrzymujemy również białą szpatułkę z logo producenta. Szczerze mówiąc, nigdy nie używam dołączonych szpatułek, ponieważ kremy najwygodniej nakłada mi się palcami. Ściągam je za pomocą.. szorstkiej strony zwykłej gąbki i ta metoda okazuje się u mnie najskuteczniejsza :).
    Tubka jest szczelnie zakręcana, dodatkowo otrzymujemy zabezpieczenie produktu w formie foliowej naklejki. Produkt wygodnie wyciska się przez niewielki otwór.
    Krem ma dość treściwą konsystencję, ale wygodnie rozprowadza się na nogach. Jest biały i.. śmierdzi typowym kremem do depilacji :). W tym temacie żadnego zaskoczenia.
    Informacje od producenta:
    Zastanawiałam się w jaki sposób napisać o efektach, ale najprościej i najbardziej przejrzyście będzie chyba odnieść się do obietnic producenta, czyli to 9w1 reklamowane na opakowaniu :). Do dzieła!

    Zacznę od tego, że jakoś nie chciało mi się wierzyć w efekt po 3 minutach, ponieważ mam bardzo mocne włoski. Przytrzymywałam za każdym razem do 10 minut, według instrukcji producenta. W tym czasie nie wystąpiła reakcja alergiczna, pieczenie, czy swędzenie. Tym samym jest to jeden z nielicznych kremów, który nie spowodował u mnie podrażnienia! Za to wielkie brawa i ukłony do ziemi, choć efekty depilacji już nie są takie świetne..

    1. Skutecznie i szybko usuwa zbędne owłosienie. - Dla mnie 10 minut to szybko, więc niech będzie! Nic nie muszę robić, krem mnie wyręcza. Jednak polemizowałabym ze stwierdzeniem "skutecznie".. Zdaję sobie sprawę, że jestem ciężkim osobnikiem, ponieważ mam na nogach ciemne i mocne włoski, jest ich bardzo dużo. Produkt owszem, usuwa je, jednak nogi nie są gładkie i musiałam poprawiać maszynką.. Na przedramionach już było inaczej, skóra pozostała gładka, włoski zostały w całości rozpuszczone. Tak więc wszystko zależy od typu owłosienia.
    2. Opóźnia odrastanie włosków dzięki formule zawierającej Capislow™. - Nie wiem co to za formuła, ale po jednym użyciu nie zauważyłam nigdzie takiego efektu. Włoski odrastają w tym samym czasie, czyli na drugi dzień <chlip chlip>..
    3. Ogranicza częstotliwość depilacji, hamując cykl życiowy włosa. - Niestety nie, mogłabym skopiować komentarz z punktu numer 2.
    4. Usuwa nawet najgrubsze owłosienie. - Usuwa, ale nie całkowicie, przy grubych włoskach nie jest w pełni skuteczny.
    5. Koi i łagodzi podrażnienia dzięki zawartości wyciągu z aloesu. - Fakt, podrażnienia u mnie nie wystąpiły, za co jestem mu bardzo wdzięczna :).
    6. Wyciąg z jedwabiu nawilża skórę, pozostawiając ją aksamitnie gładką. - Nie nawilża, ale tego bym nawet nie wymagała, zawsze po depilacji stosuję balsam do ciała. Skóra jest gładka, jeśli depilujemy słabe włoski, przy mocnych niestety nie.
    7. Energisomy Q10+R dodatkowo wygładzają skórę i dbają o jej kondycję. - Cóż, widocznie  te energisomy starały się u mnie za słabo!
    8. Olejek arganowy odżywia, regeneruje i łagodzi podrażnienia. - Producent się trochę powtarza :). Od kremu do depilacji oczekuję braku podrażnień i usuwania owłosienia, a nie odżywiania i regeneracji, takie rzeczy nie występują.
    9. Zapewnia długotrwałe uczucie komfortu. - Zależy.. Czuję się bardzo komfortowo z tym, że jako jeden z nielicznych mnie nie uczulił i nie podrażnił :). Z przedramionami poradził sobie bardzo dobrze, jednak na nogach nie doznałam uczucia gładkości, czyli komfortu zero.
    Podsumowując, taki sobie z niego krem. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że mnie nie uczulił, jednak po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że kremy do depilacji są za słabe na moje nogi :).

    poniedziałek, 25 sierpnia 2014

    Luxure Parfumes: Evergreen

    Jestem zdecydowanie kosmetykoholiczką, lecz jeśli chodzi o zapachy to mam trochę "tyły". Ciągle odkrywam co lubię, a co mnie drażni. Dziś chciałabym zaprezentować Wam jeden z takich "eksperymentów" :). Oto woda perfumowana Evergreen z Luxure Parfumes.
    Flakonik jest spłaszczony, dość masywny, o pojemności 100ml. Jestem typową sroczką, lubię "bogate" opakowania lub po prostu urocze, przyciągające wzrok. W tym przypadku jednak nic takiego nie ma miejsca, butelka średnio mi się podoba, ale zawartość mi to wynagradza. 
    Flakonik ukryty jest w kartonowym pudełku. Szczerze mówiąc, to chyba ono bardziej mi się podoba niż sama butelka.
    Zatyczka jest kanciasta i ona wizualnie podoba mi się najbardziej. Niby nic specjalnego, ale cieszy oko :).
    Atomizer działa bez zarzutów, nic się nie zacina.
    Informacje od producenta:
    Pora przejść do samego zapachu. Jest on z kategorii szyprowo-kwiatowych i idealnie wpisuje się w moje gusta. Wygodnie się rozpyla. 

    Oto jak producent opisuje nuty zapachowe:

    • nuta głowy: cedr, cytryna
    • nuta serca: jaśmin, hiacynt wodny, różowy pieprz
    • nuta spodu: irys, drzewo tekowe, paczula, ambra, wetyweria, białe piżmo
    Jest to woda perfumowana idealna na porę wiosenno-letnią. Niezobowiązująca, lekka i świeża- tak krótko bym ją opisała. Zapach nie jest ciężki, więc doskonale sprawdzał się podczas upałów (i oczywiście nie tylko). Takie wonie lubię najbardziej na lato (które niestety już się kończy), nie tylko ładnie pachną, ale również odświeżają. Polecałabym ten zapach raczej na dzień. Molestowałam go dzień w dzień, a butelka nadal prawie pełna :). Poużywam do końca sierpnia/września, a potem przerzucę się na cięższe zapachy. Co jeszcze istotne- osoby z zewnątrz także czują się komfortowo obok mnie, to znaczy, że nie pachnę najgorzej! :D
    Muszę jednak zaznaczyć, że lekki zapach ma swój jeden, podstawowy minus. A mianowicie szybko się ulatnia. Po kilku godzinach przestaje być wyczuwalny, szkoda!

    niedziela, 24 sierpnia 2014

    Starzeję się, czyli 2w1 aktywny korektor punktowy i maskujący fluid punktowy nie dla mnie..

    Dziś przygotowałam dla Was recenzję produktu, który mnie trochę dołuje. A dlaczego? Jest to 2w1 aktywny korektor punktowy o działaniu antybakteryjnym oraz maskujący fluid punktowy z Under Twenty, a ja.. od 24 czerwca bieżącego roku już nie zaliczam się do grona "under twenty"! :( 
    Z drogeryjnych półek spogląda na nas kolorowy kartonik, z wieloma obietnicami producenta, w cenie ok. 20,00pln. Grafika jest typowa dla produktów Under20, kojarzy się (przynajmniej mi) z wczesno nastoletnim okresem. Nie jest specjalnie ładna, ale może po prostu się starzeję (przykre!)..
    Sam produkt 2w1 wygląda tak jak poniżej. Dwie małe tubki połączone ze sobą, przez co opakowanie jest bardzo długie, a cieniutkie. 
    Jeśli zastanawiacie się "jak to pracuje", nie ma nic prostszego- obydwie końcówki można łatwo odkręcić. Aktywny korektor punktowy o działaniu antybakteryjnym ma aplikator podobny do tego w niektórych błyszczykach. Natomiast maskujący fluid punktowy wydobywamy przez szpic zakończony maleńkim otworem. 
    Korektor o działaniu antybakteryjnym ma jasnozieloną barwę, powinien oprócz swojego antybakteryjnego działania maskować zaczerwienienia. Punktowy fluid jest beżowy i niestety ciemny.. bardzo ciemny! Ale widać to poniżej.
    Informacje od producenta:
    A teraz bądźmy poważni, przejdźmy do działania! I tak naprawdę.. albo ja się rzeczywiście starzeję, albo to totalny bubel. Jestem świetnym osobnikiem do testowania tego typu produktów. Cera tłusta, trądzikowa, mnóstwo przebarwień.. Od tak reklamującego się produktu oczekiwałabym chociaż średniego krycia. Konsystencja obu korektorów jest przyjemna, ale dość lekka. Zielony właściwie nie robi nic. Nie neutralizuje zaczerwienień, nie zauważyłam też działania antybakteryjnego. Natomiast fluid punktowy, jeśli już jestem na tyle opalona by go użyć, również prawie nie robi różnicy. Mówimy tu o kryciu bardzo, bardzo lekkim, prawie niezauważalnym. To taki produkt widmo, nie robi szkody, ale również nie ma różnicy czy go używam czy nie. Dlatego też ciężko jest mi określić jego trwałość- po prostu go nie widzę. U mnie nie sprawdza się w ogóle. Być może będzie odpowiedni dla trzynastoletniej cery, która ma niewiele do zakrycia i chce tylko delikatnie poprawić swój wygląd, żeby w końcu "coś na twarzy było".. Nie wiem. Ja jestem na nie :).